Magia kina zaczyna się na długo przed pierwszym kadrem. Za zamkniętymi drzwiami kabiny projekcyjnej przez lata rozgrywał się spektakl, którego widzowie nigdy nie oglądali. Szum projektora, migoczące światło i człowiek, od którego zależało, czy film naprawdę ożyje.
Historia kina w Słupsku nierozerwalnie wiąże się z takimi miejscami jak dawne kina Milenium i Polonia. W czasach PRL kino było prawdziwym wydarzeniem, a w mniejszych miejscowościach regionu słupskiego filmy i Polską Kronikę Filmową wyświetlały także kina objazdowe.
Bohaterem reportażu „Kinooperator” jest Czesław Nadobny, który opowiada o zawodzie dziś niemal zapomnianym. Swoje kwalifikacje zdobywał podczas specjalistycznych szkoleń we Wrocławiu, a egzamin zdawał przed komisją, w której zasiadał również strażak – kinooperatorzy pracowali bowiem z projektorami i taśmami filmowymi wymagającymi szczególnej ostrożności. Zerwana taśma nie mogła przerwać seansu na długo – trzeba ją było szybko i precyzyjnie skleić, aby widzowie mogli dalej przeżywać filmowe emocje.
– Zaczynałem w kinie objazdowym, kinie Polonia. Taśmy często się zrywały i trzeba je było szybko sklejać, żeby widzowie niemal nie zauważyli przerwy w seansie. W tej pracy liczyły się opanowanie, precyzja i doświadczenie. Musiałem być jednocześnie technikiem, mechanikiem i trochę elektrykiem. Kin w Słupsku było sześć plus jedno tajne – wspomina Czesław Nadobny.
Posłuchaj reportażu Joanny Mereckiej-Łotysz, zrealizowanego przez Julię Baranowską. To opowieść o człowieku, który przez lata pozostawał niewidoczny dla publiczności, choć od jego pracy zależała magia każdego seansu:
Po reportażu Andrzej Urbański rozmawiał z prof. Krzysztofem Kornackim, filmoznawcą z Instytutu Badań nad Kulturą Uniwersytetu Gdańskiego.

Posłuchaj rozmowy Andrzeja Urbańskiego z prof. Krzysztofem Kornackim:
ak








