W zeszłym sezonie bój o górną ósemkę, teraz balansowanie na krawędzi tabeli Lotto Ekstraklasy. Pogoń niczym nie przypomina drużyny z poprzedniego sezonu. W Szczecinie koncertowo zaprzepaścili to, co przez zaledwie rok zbudował Kazimierz Moskal. Efekt może być jeden. Niedługo uznana marka może opuścić szeregi najlepszych drużyn w Polsce. Trudno się jednak dziwić. Jeżeli piłkarze, zamiast wypruwać sobie żyły na meczach i treningach, remisy i porażki „świętują” do białego rana w klubach go-go, to o wynik może być zdecydowanie ciężej. I nie dziwiłbym się, gdyby Panowie za mało zarabiali, albo w Szczecinie nie było warunków do grania na normalnym poziomie. Rzeczywistość jest inna. Szczecin to duże i rozwinięte miasto, z grupą świetnych kibiców, a i płace nie odstają od tych, które mamy w najlepszych klubach w Polsce. Skład? Na co najmniej czołową ósemkę ligi. Murawski, Fojut, Frączczak – to nazwiska uznane. Młodzież? Z górnej, reprezentacyjnej półki jak Lisowski, czy Piotrowski. To, jak się okazuje, za mało, aby chociaż odbić się od dna ligowej tabeli. Pogoń, zarówno poprzez osiągane wyniki, jak i styl, który prezentuje, jest na ten moment najgorszą drużyną w ekstraklasie. Gdzie szukać przyczyn?
JANUKIEWICZ WSKAZAŁ PROBLEM
– Mieliśmy wtedy szansę powalczyć o coś. Jak zobaczyłem kilku kolegów, którzy zbyt mocno się tym nie przejęli to się zagotowałem i powiedziałem co o tym myślę, że niektórzy z nich mają całą karierę przed sobą, a tacy jak ja chcieliby coś ugrać, jakiś medal czy trofeum. „A daj spokój, przecież jest premia za ósemkę, czym się martwić”. Mnie to zabolało. Nigdy nie lubiłem takiego minimalizmu i zawsze starałem się na maksa. Nie zawsze wszystko też na boisku wyjdzie, to wiadome, ale starałem się za każdym razem na treningach czy meczach i takie podejście mnie wku***, powiedział w jednym z wywiadów dla portalu pogonsport.net ówczesny bramkarz „Portowców” – Radosław Janukiewicz.
Doświadczony golkiper trafił w dziesiątkę. Problemem Pogoni tamtej i obecnej jest minimalizm. Łatwo jednak dostrzec różnicę. Tamta Pogoń jakkolwiek potrafiła „dokręcić śrubę”. Obecna słowo „minimalizm” potraktowała zbyt dosłownie. To jednak nie nasz problem.
GODNIE POŻEGNAĆ SIĘ Z KIBICAMI
Mankamenty rywala ze Szczecina z łatwością powinna wykorzystać Lechia w najbliższej kolejce Lotto Ekstraklasy. Biało-zieloni pomału, cegiełka po cegiełce, odbudowują twierdzę, jaką w zeszłym sezonie był stadion Energa. Przyznam – nie wierzyłem w tak dobry rezultat z rozpędzonym Górnikiem. Mój starszy redakcyjny kolega zauważył, że to zasługa „magika z Walii”, czyli Adama Owena. Laurka być może zasłużona, bo o takim wyniku trudno byłoby marzyć przy Piotrze „Kapitulacja” Nowaku. Pozostanę jednak przy „być może” i poczekam aż Owen zacznie mieć swoje zdanie i wymagania. Wtedy może się okazać, że Pan od kapitulacji podjął jedyną słuszną decyzję i wyszedł z założenia „czy się stoi, czy się leży…”, bo szatnia i tak wie swoje. Nie mniej wierzę w mocny akcent na zakończenie ligowego roku w Gdańsku. Lechia to faworyt środowego meczu z Pogonią i zwycięstwo to zdecydowany obowiązek.







