Klubu nie ma, pozostały zaległości. Przykra historia Handballticu Gdynia

fot. Radio Gdańsk; fot. Radosław Czaja

Brak wypłat przez pół roku, wyjazdy na mecze busem prowadzonym przez zawodniczkę, zaledwie dwa treningi w ciągu miesiąca czy brak śniadania na drugim końcu Polski. Tak wyglądała rzeczywistość Handballticu Gdynia w Centralnej Lidze Kobiet.  – W Światowy Dzień Wolontariatu śmiałyśmy się, że to nasze święto. Same prowadziłyśmy social media, nagrywałyśmy filmiki, tworzyłyśmy grafiki – opowiada skrzydłowa Zuzanna Dulińska.

Sezon 2024/25 miał być dla gdyńskiej piłki ręcznej kobiet nowym otwarciem. Połączenie sił SPR Gdynia i KS Kościerzyna pod szyldem Handballticu brzmiało ciekawie: dwa zespoły z jednego regionu łączą się w jeden, do kadry trafiają najsilniejsze zawodniczki, podmiot chce budować tożsamość na czerpaniu z kaszubskich tradycji i doświadczenia gdyńskiego szczypiorniaka. Szybko jednak okazało się, że to niespełnialne wizje, na których ucierpiały zawodniczki, z których część nadal czeka na spłatę wynagrodzeń.

WOLONTARIAT I SUCHA BUŁKA

Zuzia Dulińska dziś ma 23 lata, piłkę ręczną uprawia od 10. roku życia. Najwyżej na drugim poziomie rozgrywkowym, gdzie – będąc studentką – dorabiała sobie symboliczne kwoty. Bo trzeba od razu rozwiać wątpliwości – na tym poziomie nie da się uzbierać pensji, zarobki zawodniczek Handballticu miały się mieścić w przedziale od kilkuset do maksymalnie dwóch tysięcy złotych. Gra na drugim poziomie była więc dla dziewczyn z regionu okazją do kontynuowania pasji, ale też wiązała się ze sporym wyrzeczeniem, weekendową nieobecnością w domu i wyjazdami, czasami na drugi koniec Polski.

Sportowo zaczęło się bardzo obiecująco, mimo że już na starcie sezonu z klubu popłynęła informacja o konieczności renegocjacji umów, które w lipcu 2024 roku zawarto słownie. Zawodniczki przystały na redukcję pensji o 35 proc.  Po 10 kolejkach w Centralnej Lidze Kobiet, Handballtic legitymował się bilansem 4-5, a kilka następnych meczów przegrał nieznacznie, czasami jedną bramką lub po rzutach karnych. Mniej więcej w grudniu 2024 roku, czyli jeszcze w pierwszej części sezonu, problemy organizacyjne zaczęły się kumulować. Pojawiły się zaległości w płatnościach, zniknęła opieka fizjoterapeuty. – Klub poinformował nas, że przestoje wynikają z braku przekazanych środków przez SPR Gdynia – piszą w oświadczeniu przesłanym do Związku Piłki Ręcznej w Polsce zawodniczki i członkowie sztabu szkoleniowego (łącznie 13 osób).

W tym samym czasie w otoczeniu zespołu zaczął pojawiać się Sławomir Cichosz, późniejszy prezes klubu, który formalnie przejął stery dopiero w czerwcu 2025 roku. – Przełom listopada i grudnia. Byłem sympatykiem klubu. Chodziłem na mecze, wspierałem też klub fizycznie, swoją osobą – napisał w odpowiedzi na zadane przez nas pytanie o początki w klubie. – Widziałem w tym klubie potencjał, a że w przeszłości uprawiałem sport i wizja poprowadzenia takiej organizacji od dawna kiełkowała w mojej głowie, to i narodził się pomysł – tłumaczy Cichosz. W Handballtic wszedł z deklaracją wpłaty 30 tys. zł. W rejestrze KRS Sławomir Cichosz figuruje jako prezes klubu, uznaliśmy, że jest najbardziej adekwatną osobą do bycia stroną na linii klub vs zawodniczki. Pan Sławomir nie przyjął zaproszenia na poniedziałkową „Szatnię FM” z udziałem Zuzanny Dulińskiej, zapewnił jednak gotowość odpowiedzi na szereg pytań. Zamieszczamy je na końcu artykułu.

BRAK KLIMATU

Cichosz twierdzi, że klub popadł w problemy z powodu splotu nieszczęśliwych zdarzeń, a z niego próbuje się zrobić kozła ofiarnego. Wskazuje na niskie wsparcie samorządu i wycofanie się sponsorów. Jego planem na ratowanie organizacji była transformacja w modelu non-profit oraz założenie fundacji „Invicta Kaszëbë”. – Wielokrotnie deklarowałem chęć wyprowadzenia klubu z trudnej sytuacji finansowej i zdania nie zmieniam. Czynię kroki organizacyjne, mające na celu doprowadzenie do tego – przekonuje, ale nie precyzuje, jakie to kroki. 

Jak się jest dorosłym człowiekiem, trzeba wiedzieć, czego się podejmuje. Przejmuje się klub z długami, trzeba to posprzątać. Tłumaczenie, że „poprzednicy to zrobili”, to żadne tłumaczenie – kontruje Zuzanna Dulińska i dopowiada. – Trudno się zmotywować, gdy czujesz, że ktoś cię „olewa”, nie odpowiada na pytania: „gdzie są pieniądze?”. Cały czas nas zapewniano, że ugody będą podpisane. Pierwszy termin był we wrześniu 2025. Potem ugody, które nam przedstawiono… to był totalny absurd. Lepiej napisałby to ChatGPT. Błędy w nazwie klubu, błędy ortograficzne, brak terminów rat, propozycja wypłaty rzędu 10 proc. – wskazuje zawodniczka. – Nie dostałyśmy wypłat za sześć miesięcy. Od grudnia do maja. Ostatnie pieniądze, jakie zobaczyłyśmy w marcu, były za listopad – wyznaje na antenie Radia Gdańsk w Szatni FM Dulińska. 

KIEROWCY BRAK

Zawodniczki na mecze wyjazdowe, m.in. do odległych, Żor, Cmolasu, Legnicy czy Kielc podróżowały ciasnymi, 9-osobowymi busami. Za kierownicą zdarzało się siadać szczypiornistkom lub trenerowi . – Jechałyśmy na drugi koniec Polski bez posiłku przed meczem, o jakiejś suchej bułce – twierdzi Dulińska. Gdy zabrakło fizjoterapeuty, zawodniczkami zajmowali się znajomi znajomych.  Absurdalnie wyglądały też przygotowania. W marcu 2025 klub stracił dostęp do hali i w ciągu czterech tygodni odbyły się zaledwie dwa treningi, w tym jeden w oddalonej od Gdyni o 60 km Nowej Karczmie. Drużyna była w sportowej rozsypce, ale i tak utrzymała się w lidze, zajmując ostatecznie 11. miejsce. 

Po zakończeniu sezonu 24/25 odbyło się spotkanie prezesa Cichosza z drużyną. Na nim Sławomir Cichosz przedstawił plan rozwiązania problemów finansowych. – Na pierwszym spotkaniu zaproponował nam pracę w magazynie sklepu internetowego z gadżetami klubowymi, który zamierzał utworzyć – pisze w oświadczeniu drużyna. – Przyszłyśmy spytać o nasze zaległe pieniądze, a dowiedziałyśmy się, że możemy pracować w magazynie i środki, które „uzbieramy”, będą dzielone między nas. To był „sposób”, żebyśmy mogły zarobić pieniądze – irytuje się Zuzanna Dulińska. Cichosz zaprzecza, ale nie podaje konkretów. – Nie jest to prawda. Zaproponowałem zawodniczkom włączenie się, w miarę możliwości, w budowę klubu opartego na działalności internetowej – odpowiedział mailowo. 

EPILOG

Dla Zuzanny Dulińskiej przygoda z Handballticiem zakończyła się nie tylko stratami finansowymi, ale i końcem poważnego grania w piłkę ręczną. Jeszcze za czasu gry w klubie, gdy pojawiła się szansa na transfer do najwyższej klasy rozgrywkowej – Superligi – klub miał zablokować przejście, żądając wysokiego ekwiwalentu, mimo wcześniejszych deklaracji o wspieraniu rozwoju zawodniczek. –  Klub z Superligi szukał prawoskrzydłowej. Gdynia zawsze mówiła, że chce dla nas jak najlepiej, że nas puści… A potem okazało się, że osoba z zarządu nie obniży ekwiwalentu za mnie. Zostałam „uziemiona” w Gdyni. Po tym wszystkim, po jeżdżeniu busami bez jedzenia i braku wypłat, nie miałam już motywacji. Piłka ręczna w Polsce to nie są pieniądze, z których da się utrzymać bez pensji przez pół roku – przyznaje zawodniczka.

Po sezonie 24/25 zespół nie przystąpił do rozgrywek Centralnej Ligi Kobiet. Jego miejsce zajęła drużyna AZS AWF Handball Warszawa, która odkupiła licencję od gdyńskiej drużyny. Pieniądze z licencji miały pokryć część zaległości. Na pytanie, co się z nimi stało, Cichosz nie odpowiedział. W trwającym sezonie Handballtic Gdynia wystartował w II lidze, grupie 2 (IV poziom rozgrywkowy). Większość zawodniczek nie zdecydowała się na dalszą grę w drużynie.  Po zapoznaniu się ZPRP z oświadczeniem wysłanym przez byłe zawodniczki i sztab szkoleniowy, w którym podnoszony był temat zaległości finansowych, drużyna została zawieszona. 

Zamieszczamy odpowiedzi na szereg pytań, jakie zadaliśmy Sławomirowi Cichoszowi:

Kiedy zaczęła się Pańska przygoda z klubem Handballtic Gdynia? Czy był to grudzień 2024 i w jakim charakterze wówczas Pan występował, z jakimi motywacjami przychodził Pan do klubu?

Przełom listopada  i grudnia. Byłem sympatykiem klubu. Chodziłem na mecze, wspierałem też klub fizycznie – swoją osobą. Widziałem w tym klubie potencjał, a że w przeszłości uprawiałem sport i wizja poprowadzenia takiej organizacji od dawna kiełkowała w mojej głowie, to się i narodził pomysł.

Czy zaproponował Pan wpłatę lub zaoferował zorganizowanie 30 tys. zł na pokrycie zaległości klubu? 

Tak. Z racji wykonywanych prac budowlanych na rzecz Portu Czystej Energii w Gdańsku (spalarnia śmieci), zadeklarowałem wpłatę ze środków, które odzyskam za wykonane prace. Tej kwoty, około 150 tysięcy złotych, do dzisiaj nie odzyskałem.

Jaka była Pańskim zdaniem przyczyna problemów finansowo-organizacyjnych klubu Handballtic Gdynia?

Moim zdaniem przyczyną był brak klimatu do piłki ręcznej w Gdyni. Bardzo małe wsparcie ze strony Samorządu. Wycofanie się sponsorów ze swoich deklaracji. Mimo tego, że zespół prezentował odpowiedni poziom sportowy, nie spotkało się to ze zbyt dużym zainteresowaniem darczyńców. Aktywnie działał ś.p. Dariusz Męczykowski i dzięki niemu pojawiło się wsparcie ze strony Marszałka Województwa Pomorskiego w sezonie 2024/25 i wizja jego kontynuacji w kolejnych sezonach.

Jakie podjął Pan kroki już jako prezes, by im zaradzić i spłacić zobowiązania wobec zawodniczek/sztabu? Jeśli prawdą jest, że przedstawił Pan plan na rozwiązanie problemów finansowych, jaki to był plan? 

Zmiana statutu spółki i przejście na formułę non for profit. Założenie sklepu internetowego bazującego na trzech filarach – sport, zdrowie, rekreacja. Wykorzystanie kaszubskich korzeni klubu i zawodniczek i stworzenie platformy partnerstwa społeczno biznesowego Invicta Kaszebe – docelowo fundacja.

Czy prawdą jest, że zaproponował Pan części zawodniczek pracę w magazynie sklepu klubowego z gadżetami? Jeśli tak, to w jakim celu? 

Nie jest to prawda. Zaproponowałem zawodniczkom włączenie się, w miarę możliwości, w budowę klubu opartego na działalności internetowej.

Czy czuje Pan odpowiedzialność za zaległości powstałe względem zawodniczek? 

Wielokrotnie deklarowałem chęć wyprowadzenia klubu z trudnej sytuacji finansowej i zdania nie zmieniam. Czynię kroki organizacyjne mające na celu doprowadzenie do tego.

Kto – jeśli nie Pan – jest odpowiedzialny za wskazane zaległości?

Zaległości powstały w spółce. Prawdopodobnie złożyło się na to szereg przyczyn. Przejąłem udziały w klubie w ostatnich dniach czerwca 2025.

Czy prawdą jest, że klub otrzymał przedsądowe wezwanie do zapłaty od części zawodniczek. Jeśli tak, jakie podjął kroki w związku z tym?

Tak. Dostaliśmy jako spółka wezwanie do zapłaty od jednej zawodniczki. Po tym wezwaniu odbyła się próba mediacji ze wszystkimi zawodniczkami. Pracuję nad reorganizacją klubu i zdobyciem środków na spłatę wszystkich zawodniczek.

Czy prawdą jest, że klub zasiliła kwota 25 tys zł z tytułu odstąpienia licencji AZS-owi AWF Warszawa i dalej, czy obiecał Pan, że owa kwota pokryje ww. zaległości?

Nie jest to prawda. Podjąłem próbę połączenia naszego klubu z klubem z Warszawy, z racji na nasza licencję na grę w Lidze Centralnej Kobiet. Kluby podpisały nawet list intencyjny o współpracy. Taki pomysł nie spotkał się jednak z aprobatą ZPRP i pomimo obustronnej deklaracji upadł.

Co stało się z tymi pieniędzmi?

[Brak odpowiedzi]

Jaką widzi Pan przyszłość dla klubu przez Pana zarządzanego, po tym jak zespół został zawieszony w drugiej lidze?

Zawieszenie było efektem zaległości finansowych wobec zawodniczek. Druga liga to najniższy szczebel rozgrywkowy. W tym sezonie zgłosiła się do gry bardzo duża grupa dziewcząt. Trójmiasto jest atrakcyjnym miejscem dla studentek – zawodniczek. Pierwsza sprawa to stworzenie podwaliny organizacyjnej. Doświadczenia z obecnego sezonu na pewno w tym pomogą.

Posłuchaj rozmowy z Zuzanną Dulińską w „Szatni FM”:

Paweł Kątnik
Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj