Wiatrakowiec rozbił się koło Słupska. Pilot mógł utonąć, bo latająca maszyna wpadła do strumienia do góry kołami. Niemca, który siedział za sterami, z wody wyciągnął sołtys wsi Noskowo Przemysław Konwerski. Wcześniej maszynę do lądowania zmusiła burza, potem 50-letni Uwe z Dusseldorfu próbował ponownie wystartować. – Kiedy lądował w czasie burzy, to tak pikował w dół, że myślałem, że się rozbił. Na szczęście nic się nie stało. Przeczekaliśmy deszcz i burze, pilot chciał wystartować ponownie. Jednak boczny wiatr podczas startu zepchnął maszynę do miejscowego strumienia. Wiatrakowiec przewrócił się do góry kołami. Pilot wisiał głową w dół, myślałem, że nie żyje, bo miał hełm w wodzie. Wynurzył się jednak i zawołał – hilfe! Wskoczyłem do strumienia wyciągnąłem mu głowę, a potem odpiąłem pasy. Pilot był w szoku – opowiada sołtys Noskowa.
Policji nie wezwano. 50-letni Niemiec ma rozciętą nogę i poranione ręce. Rozbity wiatrakowiec mieszkańcy wsi wyjęli ze strumienia widłakiem. Maszyna jest kompletnie zniszczona. Na lawecie przewieziono ją na lotnisku w Krępie. Aeroklub Słupski zgłosi zdarzenie do Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.
Prof. Danuta Plecka z Instytutu Politologii Uniwersytetu Gdańskiego będzie Gościem Radia Gdańsk
8:30 - Gość Radia Gdańsk Gość: prof. Danuta...







