Zarząd Infrastruktury Miejskiej nakazał usunięcie kiosku z kwiatami i zniczami sprzed Starego Cmentarza i ukarał panią Marię kwotą 10 tysięcy złotych. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku grzywnę uchylił, a decyzję o usunięciu sprzed bramy cmentarza uznał za nieważną.
Decyzja słupskiego ZIM-u jest podobno podyktowana względami bezpieczeństwa. Zdaniem urzędników, kiosk ze zniczami i kwiatami jest tak usytuowany, że może w niego uderzyć samochód. Zdaniem pani Marii, to absurd.
– Tylko mój kiosk stanowi tu zagrożenie? Przecież tu na cmentarz przez to przejście dla pieszych przychodzą tłumy. Ludzie też skracają sobie drogę do pobliskich domów. Moim zdaniem to czysta złośliwość. Sąd dwa razy stanął po mojej stronie, wskazując na błędy formalne, jakie popełnił ZIM. Pewnie urzędnicy uważają, że powinnam po prostu wykonać polecenie, a ja postanowiłam walczyć i się odwołałam.
NAJWAŻNIEJSZE JEST BEZPIECZEŃSTWO
Wiceprezydent Słupska Marek Biernacki podkreśla, że najważniejsze jest bezpieczeństwo, ale w tej sprawie potrzebne jest porozumienie. – To nie jest tak, że jest jakieś widzimisię. Też uważam, że kara 10 tysięcy jest wysoka, w tej sprawie potrzebna jest większa empatia urzędników. Przypominam, że jakiś czas temu tam urwała się naczepa ciężarówki i uderzyła w płot cmentarza, z jezdni wypadł również samochód. To jest ulica z dużym spadkiem i jest to moim zdaniem miejsce niebezpieczne, handlujący w tych kioskach nie chcą słyszeć o przeprowadzce, bo uważają, że tylko w tym miejscu biznes się opłaci. Będziemy rozmawiać – dodaje wiceprezydent Słupska.
POLICJA NIE MA ZASTRZEŻEŃ
Słupska kwiaciarka podkreśla, że prowadzi handel w tym miejscu od dziewięciu lat i wcześniej nikt nie kwestionował lokalizacji jej kiosku.
Również zdaniem policji w Słupsku ulica Hołdu Pruskiego w żaden sposób nie wyróżnia się negatywnie pod względem bezpieczeństwa. Naczelnik słupskiej drogówki podinspektor Marek Komodołowicz mówi, że nie ma zastrzeżeń ani do stanu nawierzchni, ani do oznakowania. – Statystycznie to na pewno nie jest niebezpieczne miejsce, do jakichś drobnych rzeczy tam dochodzi. Pamiętam to wyczepienie się naczepy, ale poza tym nie ma większych zdarzeń.
ZAROBIĆ NA ŻYCIE
Pani Maria podkreśla, że prowadzi przycmentarny biznes, bo po prostu musi zarobić na życie. – Jestem osobą samotną, spłacam kredyt hipoteczny za mieszkanie. Zostało mi kilka lat spłaty, nie chcę żeby dług spadł na moje dzieci. Te kilka lat chciałabym tu jeszcze pohandlować. Tu nie ma jakichś kokosów, ile można zarobić na zniczach i doniczkach z kwiatami? Ja się na pewno nie poddam i będą walczyć o to miejsce – mówi kwiaciarka.
Posłuchaj materiału Przemysława Wosia:
Przemysław Woś/mich







