Odkąd Rosja napadła na Ukrainę, Wiktoria Sulima, Ukrainka z Dniepra, jeździ w konwojach charytatywnych z Gdańska jako kierowca. Od kilku lat mieszka w Sopocie. Tam natknęła się na fundację Zupa na Monciaku.
Wiktoria do Polski przyjechała pierwszy raz w 2017 roku. Potem ponownie wracała na Ukrainę.
– Po pierwszej agresji Rosji na Ukrainę w 2014 roku żyło nam się coraz trudniej. Mieliśmy z mężem na przedmieściach Dniepra mały biznes rolny. Hodowaliśmy drób i króliki, które sprzedawaliśmy restauracjom. Niestety to wszystko się rozpadło. W Polsce jesteśmy od 2020 roku. Mamy zamiar tu zostać. Przygarnęli nas Polacy. Pierwszą pracę znalazłam w Kościerzynie. Potem przenieśliśmy się do Trójmiasta. W momencie wybuchu wojny miałam lecieć do Kijowa. Do końca nie wierzyłam, że wojna wybuchnie. Byłam w szoku. Musieliśmy zorganizować pomoc. W mediach społecznościowych odnalazłam fundację Aleksandry Kamińskiej Zupa na Monciaku. Przestałam wozić pomoc swoim busem, który się rozpadł. Zaczęłam jeździć w konwojach z Olą – opowiadała Wiktoria Sulima.
„MOJE ŻYCIE TO ŻYCIE W POLSCE”
Wiktoria opowiedziała Annie Rębas także o wpływach rosyjskiej propagandy na społeczeństwo.
– Przez lata obserwuję sytuacje i zachowania po stronie polskiej i ukraińskiej. Wielu ludzi rozumie, że Polska daje nam ogromną pomoc. Jednak rosyjska propaganda nie śpi. W internecie jest dużo hejtu. Są ludzie, którzy wierzą w nieprawdziwe opinie o Ukraińcach. Na szczęście Polacy, z którymi pracuję, są bardzo pozytywnie do mnie nastawieni. Mam w Polsce wielu znajomych i przyjaciół. Moje życie to życie w Polsce. Chciałabym tu zostać. Jest tu mój mąż i dzieci – wskazywała.
Na co dzień Wiktoria pracuje w gdańskim Caritasie.
Posłuchaj całej rozmowy Anny Rębas z Wiktorią Sulimą:
mk








