Przeciwnicy powiększenia o 15 hektarów strefy przemysłowej w Rytlu, wyposażeni w transparenty, spotkali się przed ratuszem w Czersku. Po raz kolejny wyjaśniali, dlaczego protestują.
Podważali także słowa włodarzy gminy, którzy w rozbudowie tartaku upatrują zwiększenia zatrudnienia i większych wpływów z podatków. To protestującym wydaje się mało prawdopodobne.

– Spółka ma siedzibę w Szczecinku. Z tego, co wiemy, nie rozlicza się z podatku CIT na naszym terenie. Bolączką gminy Czersk jest bezrobocie kobiet. Biorąc pod uwagę, że w zakładzie przeważnie zatrudnieni są mężczyźni, panie raczej nie znajdą pracy. Bezrobocie może wręcz się pogłębiać, bo stracą pracę w turystyce – oceniła Małgorzata Konończuk, jedna z protestujących.

Protestujący wystąpili przed radnymi, którzy zgromadzili się na zaplanowanych obradach Rady Miejskiej Czerska.

Burmistrz Czerska Daniel Szpręga złożył im oficjalną propozycję. – Chciałbym powołać zespół, w skład którego wejdą reprezentacje państwa, nadleśnictwa i Stowarzyszenia Chojnickiego Alarmu dla Klimatu. Będziemy wspólnie zasiadać do stołu i rozmawiać. Zależy nam, by dyskutować tu i teraz: wszyscy przedstawiciele przy jednym stole – podkreślał burmistrz.
Mieszkańcy Rytla przyjęli propozycję z umiarkowanym optymizmem, ale zadeklarowali, że zasiądą do rozmów, których efektem ma być kompromis.

Decyzja o powiększeniu strefy przemysłowej w Rytlu jeszcze nie zapadła. Podejmą ją radni podczas debaty o planie ogólnym dla całej gminy Czersk.
Tymczasem przedstawiciel tartaku przesłał do naszej redakcji oświadczenie. Zapewnia w nim, że zmniejszył na terenie oświetlenie, poprosił kierowców ciężarówek o przestrzeganie ograniczeń prędkości i poukładał kłody drewna tak, żeby zmniejszyć hałas.
Posłuchaj materiału naszej reporterki:
Maria Sowisło/ua








