Jedna droga, kilkanaście rodzin i sporo emocji. W Borętach Drugich w gminie Lichnowy w powiecie malborskim pojawiły się tablice z napisem „Droga prywatna – zakaz wjazdu”, które zaniepokoiły mieszkańców korzystających z tego dojazdu od wielu lat. Właściciel terenu przekonuje, że nikogo odcinać nie zamierza, ale mieszkańcy czują się niepewnie.
Sprawa dotyczy odcinka drogi wiodącej do miejscowości Boręty Drugie. To oficjalna nazwa, choć przedmiotowe osiedle z kilkoma domami jedno- i wielorodzinnymi oddalone jest od centrum wsi o 2,5 kilometra. Dlatego też mieszkańcy nazywają je Borętami Trzecimi. Niedawno przed kluczowym fragmentem brukowanej trasy pojawiły się znaki z informacją: „Droga prywatna – zakaz wjazdu”. Zdziwiło to mieszkańców, którzy podkreślają, że ciąg został wytyczony w tym miejscu jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku.
I to prawda. Tyle, że na urzędowych mapach droga nie istnieje. Wchodzi w skład działek, które w ewidencji gruntów figurują jako grunty rolne. Jak to możliwe? W latach 90. popełniono błąd w podziale tamtejszych działek. Droga została przydzielona do Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa (dzisiejszy Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa). W późniejszych latach właściciele okolicznych gruntów zmieniali się, ale te zawsze były sprzedawane razem z drogą. Od listopada 2021 roku właścicielem jest jedna z firm rolniczych z gminy Lichnowy.
BRAK ALTERNATYWNEJ DROGI
Mieszkańcy obawiają się, że wkrótce przejazd zostanie całkowicie zamknięty.
– Przyjeżdżam tutaj do pana Wiesława, który jest po udarze i wymaga stałej rehabilitacji – mówi Radiu Gdańsk opiekunka Barbara Machalska. – Nie ma żadnej alternatywnej drogi. Syn pani Sabiny dostał już przedsądowe wezwanie do zapłaty za korzystanie z tej drogi. Boję się, czy ja nie dostanę powiadomienia, że muszę zapłacić za korzystanie jako opiekun – wskazuje.
– Syn Tomasz dostał wezwanie do zapłaty 7 tysięcy złotych, córka Martyna dostała 2,5 tysiąca złotych, a sąsiadka też 2,5 tysiąca złotych – zaznacza Sabina Bielińska.

TRAGICZNY STAN
Mieszkańcy dodają, że stan drogi jest tragiczny. Ich zdaniem może to stwarzać realne zagrożenie dla życia i zdrowia.
– Już dwa razy karetka jechała ponad pół godziny tą drogą, żeby ominąć dziury. W tym czasie razem z synem trzymaliśmy PEG, który wypiął się mężowi z żołądka. Krew się lała, a my czekaliśmy – opowiada pani Sabina.
– Każdy tu przychodzi i nam współczuje, ale nie stać nas na prawnika – mówi Stanisław Gruszkowski. – Prawnik jest nam potrzebny, żeby ustalić drogę konieczną. Gmina mogłaby to przejąć z dobrej woli, bo tyle lat to użytkujemy – wskazuje.
WSPÓŁFINANSOWANIE?
Od Tomasza Bielińskiego, jednego z mieszkańców, otrzymaliśmy maila. Autor wyjaśnia, że w ostatnich miesiącach sytuacja uległa pogorszeniu. Właściciel drogi miał odmówić jej sprzedaży. Podczas spotkania zorganizowanego przez gminę Lichnowy w czerwcu 2026 roku padła propozycja, aby mieszkańcy współfinansowali utrzymanie jedynego dojazdu do swoich domów.
– Z tego dojazdu od dziesięcioleci korzystają mieszkańcy, zespoły ratownictwa medycznego, straż pożarna, policja, autobus szkolny, pogotowie energetyczne oraz służby komunalne. Obecnie około 14 rodzin nie ma trwałej i prawnie uregulowanej możliwości korzystania z jedynego dojazdu do swoich domów – pisze Tomasz Bieliński.
KOSZTY BUDOWY DROGI
Nieco inaczej sprawę przedstawia samorząd. Wójt gminy Lichnowy Jan Michalski wyjaśnia, że już dwa lata temu udało się doprowadzić do spotkania. Właściciel gruntu był zainteresowany sprzedażą drogi Krajowemu Ośrodkowi Wsparcia Rolnictwa. Kolejnym etapem miało być przejęcie jej od KOWR-u.
– Na tej drodze miały być ułożone płyty jumbo, ale jeden z mieszkańców zaczął pisać, że ta droga go nie interesuje. Wskazał inną działkę, na której chciałby drogę asfaltową z chodnikiem. Niestety właściciel tej działki już na samym początku nie wyraził zgody, żeby między polami prowadzić nową drogę – tłumaczy Jan Michalski.
Zdaniem włodarza dobrze się stało, ponieważ koszt budowy nowej drogi przez żuławskie pola wraz z wykupem i odrolnieniem przekroczyłby 6 milionów złotych. Remont istniejącej 2,5-kilometrowej trasy oscyluje w granicach 3 milionów złotych. Jan Michalski powołuje się na rozmowy ze specjalistami.
– Kiedy ogłosiliśmy, że będziemy procedować przejęcie brukowej drogi, pojawiła się lawina pism. Mieszkaniec wyjaśniał, że nie życzy sobie tej drogi, oraz że wskazuje drugą drogę – dodaje Jan Michalski.

„NIE ZAMKNIEMY DROGI”
Pozostaje jednak sprawa zakazu wjazdu. Właściciele działki zapewniają, że przejazd nie zostanie zamknięty, a ustawione tablice mają charakter informacyjny. Znaki zostały ustawione po kontroli nadzoru budowlanego, który nakazał remont nawierzchni do 30 czerwca 2026 roku.
– Nie mamy zamiaru zamykać drogi i ograniczać dostępu mieszkańcom do swoich nieruchomości. Jednak nasze stanowisko jest takie, że nie będziemy udzielać nieodpłatnych służebności – podkreśla Anna Koczorowska-Łączna.
Pełnomocnik podkreśla, że obecnie właściciele nie są już zainteresowani sprzedażą drogi ani przekazywaniem jej do gminy. Ich główna obawa dotyczy ewentualnego zablokowania przez niektórych mieszkańców możliwości dojazdu do prywatnych pól.
– To jest droga prywatna. Nadzór budowlany ściga nas, żeby tę drogę poprawiać na wniosek pana Bielińskiego. Jeśli mieszkańcy chcieliby drogę w lepszym stanie, to powinni w tych kosztach partycypować. Wtedy będziemy ją naprawiać – wskazuje.
Pełnomocnik dodaje, że przedsądowe wezwania nie dotyczą samego dojazdu do „Boręt Trzecich”, ale drobnej infrastruktury, która, zgodnie z nowym podziałem geodezyjnym, także leży na terenie prywatnej firmy. Chodzi o przydomowe szamba, które – podobnie jak sporna droga – znajdują się w tym miejscu od kilkudziesięciu lat.
Mieszkańcy skierowali także oficjalne pismo do wojewody pomorskiego. W odpowiedzi czytamy, że sprawy związane z drogami należą do zadań własnych gminy. W związku z tym wojewoda nie może przychylić się do wniosku o objęcie sprawy swoim nadzorem.
Posłuchaj materiału naszego reportera:
Mateusz Czerwiński/mk








