Ostatnie dni były dla rolników i sadowników prawdziwym wyzwaniem. Tylko minionej nocy temperatura na Pomorzu spadła miejscami nawet do -4 stopni Celsjusza. Przymrozki spowodowały w wielu gospodarstwach duże straty.
– W walce z kapryśną pogodą liczy się szybka reakcja i odrobina szczęścia – zaznacza Franciszek Czubek, sadownik z Niestkowa. – Ostatnie przymrozki sprawiły, że wszystko w sadzie zamarzło, a liście są wysuszone na wiór. To kolejny rok, kiedy niska temperatura niszczy nasze plony, ale w tak dużej skali jeszcze nigdy – zaznacza.
ROZPALANIE OGNISK
Lekki mróz przy gruncie nie stanowi dużego zagrożenia, jednak kilkustopniowe spadki temperatury utrzymujące się przez wiele nocy nie dają plantatorom nadziei. Sadownicy mówią wprost o anomalii pogodowej, dlatego niektórzy działają na własną rękę, aby uratować to, co jeszcze się da.
– Kiedy zobaczyłam prognozy, zaopatrzyłam się w agrowłókninę, którą okrywam rośliny, takie jak pigwa czy młode drzewka. Stosuję z tego samego materiału „koce” na kiełkujące rośliny. To naprawdę działa – tylko dzięki temu uratowałam plony – wskazuje Anastazja Piszko ze Słupska.
Niektórzy korzystają z gazowych dmuchaw lub rozpalają ogniska na plantacjach jeżyn, borówek czy truskawek.
LICZENIE STRAT
Uszkodzenia pąków występują masowo. Odpowiada za to nie tylko mróz, ale także niska wilgotność powietrza i susza. Pomorscy sadownicy i plantatorzy oceniają straty na poziomie nawet 60 proc..
Niestety prognozy synoptyków nie napawają optymizmem. Raport na temat sytuacji w sadach i na plantacjach ogrodniczych przygotował również Związek Sadowników Rzeczypospolitej Polskiej. Wynika z niego jasno, że skala strat jest ogromna, a w wielu gospodarstwach produkcja została niemal całkowicie zniszczona.
To już trzeci sezon z poważnymi stratami w sadownictwie, co z pewnością znajdzie w tym roku odzwierciedlenie w wyższych cenach warzyw i owoców.
Posłuchaj materiału reportera:
Łukasz Kosik/puch








