Michał Antecki obrazowo: projekty Baltica 1, 2 i 3 to powierzchnia dwa razy większa od Gdańska

(fot. Radio Gdańsk/Roman Jocher)

Za nami czwarta debata w ramach II Forum Morskiego Radia Gdańsk. Jednym z jej gości był Michał Antecki – dyrektor Departamentu Morskich Farm Wiatrowych PGE Baltica. Mówił nie tylko o ekologii w kontekście broni chemicznej i powojennych substancji na dnie Bałtyku, ale również perspektywach rozwoju branży offshore i współpracy ze środowiskiem naukowym.

Kwestie związane z bronią, zarówno tą chemiczną, jak i konwencjonalną, a także ładunkami paliw w zatopionych, poniemieckich statkach, to poważne wyzwanie w projektowaniu inwestycji.

– To zagadnienie jest nam bardzo dobrze znane i jest rozpoznawane na wstępnym etapie przygotowania inwestycji. Inwestycje w morskie farmy wiatrowe to ogromne przedsięwzięcia. Gdyby porównać to do miast, to projekty Baltica 1, 2 i 3 są prawie dwa razy większe niż powierzchnia Gdańska. To zwiększa ryzyko, że na tak dużym obszarze możemy napotkać obiekty, którymi będziemy musieli się zająć. Nie można oczekiwać, że deweloperzy morskich farm będą odpowiedzialni za oczyszczenie całego obszaru. Niebotycznie podniosłoby to koszty inwestycji, a w konsekwencji miałoby wpływ na ceny energii. Zarówno projekty farm wiatrowych, jak i ropa czy gaz, mają wypracowane metodyczne podejście do rozpoznawania akwenów morskich, dna, a także do radzenia sobie z różnego rodzaju niewybuchami czy bronią chemiczną. Rozpoczynamy przygotowanie inwestycji od dokładnego sprawdzenia danych historycznych. Posługujemy się wszelkiego rodzaju opracowaniami, zarówno europejskimi, jak i lokalnymi. Korzystamy z pracy instytutów i danych historycznych. Wiemy, gdzie są miejsca zrzutu, ale możemy też próbować przewidzieć, gdzie były trasy transportu, gdzie pojawia się ryzyko, że takich nielegalnych zrzutów dokonywano. Patrzymy też, jak wyglądają przydenne prądy morskie. Na szczęście dla pierwszych morskich farm wiatrowych ryzyko zostało zidentyfikowane jako niskie. Mamy dokładnie zmapowany nasz obszar, zarówno jeżeli chodzi o dane historyczne, jak i prace geofizyczne. Będziemy kontynuować obniżanie ryzyka do najniższego poziomu, który będzie pozwalał nam na kontynuowanie inwestycji – opisywał Michał Antecki.

(fot. Radio Gdańsk/Roman Jocher)

Prowadzący Artur Kiełbasiński przypomniał, że morskie farmy wiatrowe to jeden z najważniejszych projektów rozwojowych w najbliższych dekadach. Pierwszy etap inwestycji to nawet 100 miliardów złotych, dziesiątki tysięcy miejsc pracy i przede wszystkim czysta energia.

– To jedna z największych inwestycji w historii Polski. Takich projektów nie ma nawet na lądzie i po prostu nie może być, bo musielibyśmy zagospodarować ogromny obszar. Centralny Port Komunikacyjny może się równać z tego typu skalą, jeśli chodzi o powierzchnię, ale pewnie jest jeszcze mniejszy. Największym wyzwaniem jest to, jak zaangażować od samego początku rodzimy biznes, jak wzbudzić local content i sprawić, by produkcja elementów, konstrukcji czy technologii była budowana w Polsce. Patrzymy na inne rynki, jak Wielka Brytania. Zaczynali od kilku procent local content i musieli walczyć, by z roku na rok przy kolejnych inwestycjach coraz więcej było produkcji w Wielkiej Brytanii. Powinniśmy stymulować rynek. Tak działa Polska Grupa Energetyczna – wchodzimy w dialog z lokalnym rynkiem i próbujemy mieć jak największy wpływ, by nasz odcisk na lokalnym rynku był jak największy – deklarował przedstawiciel PGE Bałtica.

Zastanawiano się także nad perspektywami rozwoju branży i tym, w jakich aspektach można stymulować lokalny rynek. – Postęp technologiczny w energetyce dokonuje się na naszych oczach. Turbiny, które niedawno uważane były za największe, stawiane tylko na morzu, obecnie stają na lądzie, a na morzu przebijamy kolejne wielkości – w kierunku 300 metrów wysokości – podkreślił. Prowadzący dla zobrazowania przypomniał, że Bazylika Mariacka w Gdańsku ma 81 metrów.

– Jako PGE skupiamy się na rodzimym rynku. Mamy duże wyzwanie przed sobą. W naszej strategii jest 6,5 GW mocy morskich farm wiatrowych. W tym momencie rozwijamy trzy farmy, a więc połowę. Zanim będziemy patrzeć w innych kierunkach, musimy dużo nadrobić u nas – kontynuował. Największy wpływ na rodzimy rynek jest w technologiach portowych i konstrukcji stalowych. Gigantyczne turbiny muszą się opierać na solidnych fundamentach. Prym wśród technologii wiodą monopale. To wielkie konstrukcje – 2-2,5 tys. ton. Mogłyby być produkowane w zakładach fabrykacji, które zlokalizowane byłyby przy portach instalacyjnych. Takie zakłady mogłyby wspierać nasze farmy na polskich wodach Bałtyku, ale również w innych częściach Europy, bo widzimy, że zaczyna być problem z dostawcami. Plany są ambitne, a dostawcy nie nadążają z produkcją – zauważył Antecki.

(fot. Radio Gdańsk/Roman Jocher)

– Z turbinami jest największy problem, bo musielibyśmy dużo nadgonić. Nie jest to niemożliwe, ale na razie technologia, z której korzystamy, pochodzi raczej zza zachodniej granicy – wskazywał. – Natomiast inne elementy infrastruktury, kable, czy części stacji transformatorowych mogą być produkowane w Polsce. Są u nas produkowane także łopaty do turbin wiatrowych, podobnie jak wieże. Jest też szansa na produkcję m.in. gondoli. To może mieć duży wpływ na gospodarkę – przekonywał ekspert.

Odniósł się także do kwestii współpracy z uczelniami i lokalnym środowiskiem naukowym. – Od początku przy przygotowaniu naszych projektów współpracujemy z polskimi instytutami naukowymi, akademiami – podkreślił, wymieniając jako przykłady Akademię Marynarki Wojennej i Instytut Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie. – Te instytucje mają świetne zaplecze ekspertów, przygotowują produkty, prowadzą dla nas prace, które są wykorzystywane przy budowie morskich farm. Mamy nadzieję, że w kolejnych latach będą nawet bardziej angażować się komercyjnie. Widzimy tendencję np. w Danii, gdzie państwowe instytuty były komercjalizowane i świadczą usługi na całym świecie – podkreślał.

– Jest już duże zainteresowanie studiami i technologią. Widzimy, ilu jest chętnych na kierunki podyplomowe i inżynierskie. Technologie wiatrowe są na politechnikach wykładane długo i coraz więcej jest ekspertów, którzy są wyszkoleni i mogą być zatrudniani przy kolejnych etapach inwestycji – dodał z optymizmem Antecki.

Zapis całej debaty można znaleźć TUTAJ.

mrud

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj