Stefan W. mówił mu, że szybko wróci za kratki, bo ma na wolności rachunki do wyrównania

(Fot. Krzysztof Mystkowski/KFP)

– Stefan W. mówił mu, że szybko wróci za kratki, bo ma na wolności rachunki do wyrównania. Zapowiadał, że zemści się na jednym z funkcjonariuszy Służby Więziennej, który go gnębił. Żona tego mężczyzny pracowała w banku, na który Stefan W. napadł – tak mówił przed gdańskim sądem kolejny świadek w procesie dotyczącym zabójstwa prezydenta Gdańska.

Świadek to osadzony z Zakładu Karnego w Gdańsku Przeróbce, który siedział ze Stefanem w jednej celi. Jak mówił, ten skarżył się mu na przemoc w więzieniu, w którym wcześniej przebywał:

– Więzienie jest specyficznym środowiskiem, gdzie w zasadzie nie rozmawia się o polityce – zeznawał Wojciech W. i tłumaczył, że listopadzie 2017 r. Stefan W. mówił kolegom z celi, „żeby się nie martwili, bo szybko do nich wróci”. – Byliśmy zaskoczeni z kolegą, bo tak w więzieniu się nie mówi. Stefan mówił, że jak wyjdzie to szybko wróci, bo ma rachunki do wyrównania. Nie dopytywałem się, co to za rachunki, ale domyślałem się. Stefan W. miał żal do swojego kuzyna, z którym dokonali napadu na bank. Obwiniał go, że go złapali. Mówił, że musi się zemścić na funkcjonariuszu w więzieniu, który go gnębił – zeznawał były kolega spod celi Stefana W.

DWA LISTY WPŁYNĘŁY DO SĄDU

Świadek mówił też, że Stefan W. kochał Gdańsk i miał dużą wiedzę. O polityce z nim nie rozmawiał. Na końcu rozprawy sędzia ujawniła, że do sądu wpłynęły dwa pisma wysłane z aresztu śledczego w Gdańsku – jedno rzekomo podpisane przez wicepremiera ds. bezpieczeństwa Jarosława Kaczyńskiego – wnoszące o zwolnienie z aresztu Stefana W. oraz drugie – rzekomo podpisane przez prezydenta RP Andrzeja Dudę – ws. uniewinnienia. Sędzia Kaczmarek stwierdziła, że pismo są podobnie sygnowane, jak te które wcześniej pisał oskarżony Stefan W. Podsądny jednak nie odpowiedział na pytania sądu ws. listów. Konsekwentnie milczy od początku procesu na sali sądowej, choć w areszcie śledczym utrzymuje normalny kontakt z innymi osadzonymi. Dwaj świadkowie, którzy bez usprawiedliwienia nie przyszli na czwartkową rozprawę zostali ukarani grzywnami po 1 tys. zł. Oskarżonemu o zabójstwo Pawła Adamowicza grozi dożywocie.

Grzegorz Armatowski/raf

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj