Nieprawdopodobny przebieg miał 4. mecz serii Decka Pelplin – PGE Spójnia Stargard. Goście z Pomorza Zachodniego prowadzili cały mecz, byli o kroczek od zamknięcia serii, ale Decka przebudziła się w ostatnich 3 minutach, odwracając losy i wygrywając w niebywałych okolicznościach 83:76.
„Gdybyśmy nie wierzyli, nie bookowalibyśmy autokaru do Stargardu” – usłyszałem z ust gospodarzy na minuty przed rozpoczęciem czwartego meczu ćwierćfinałów play-off pomiędzy Decką Pelplin a PGE Spójnią. Zespół z Pelplina dzień wcześniej wysoko przegrał z rywalem, ale wciąż grał o przedłużenie nadziei na awans do półfinału Pekao 1. ligi.
ŁEB W ŁEB
Przed rozpoczęciem tej pary PGE Spójnia była zdecydowanym faworytem. Drugi zespół sezonu zasadniczego jeszcze przed startem sezonu uchodził za głównego kandydata do walki o powrót do elity, kontraktując czołowych jak na pierwszoligowe realia zawodników. Z drugiej zaś strony w sezonie Decka udowadniała, że nie straszna jest jej Spójnia, choćby w Pelplinie, gdzie gospodarze po horrorze wygrali 107:102. Zapowiadała się zatem bardzo wyrównana seria, trudna do jednoznacznego typowania, i taką zresztą była. Pierwszy mecz w Stargardzie wysoko dla Spójni – 96:80. Drugi po nieprawdopodobnej pogoni w czwartej kwarcie – dla Decki 87:84. Trzeci, już w Pelplinie znowu wyraźnie wygrała Spójnia 92:68, pora więc była na być może ostatni w sezonie mecz w Pelplinie.
Po pierwszych minutach tak to właśnie wyglądało, jakby Decka nie wierzyła do końca, że sezon można przedłużyć. Spójnia zaczęła od serii 5:0, potem 10:2 i w zasadzie gdy tylko gospodarze próbowali niwelować straty, zespół Marka Popiołka znowu na to nie pozwalał. Świetnie w pierwszej połowie grał Jakub Karolak, autor 10 punktów zdobytych na 100% skuteczności. Po przeciwnej stronie parkietu dwoił się i troił Jaden Coke, MVP sezonu zasadniczego. Kanadyjczyk w zespole Decki robił wszystko, by utrzymać swój zespół w grze, ale czasami reszta gospodarzy nie była w stanie dostosować się do jego poziomu i wizji gry. Decka popełniła aż 10 strat w pierwszej połowie, bardzo słabo wyglądała też skuteczność i to w każdym z rodzajów rzutów – za jeden, dwa i trzy. Do przerwy goście prowadzili 32:40.
NIE MOGŁO SIĘ UDAĆ?
Na domiar złego już na początku czwartej kwarty czwarty faul złapał lider Decki Coke, goście więc mieli dużo więcej spokoju i swobody w defensywie. Po trafieniu Wojciecha Czerlonki za trzy, goście wyszli na 13 punktowe prowadzenie. Po akcjach 2+1 udało się jednak odrobić część strat, czego największa zasługa dobrze pracującego w defensywie Mikołaja Ratajczaka i zdobywającego punkty Przemysława Kuźkowa. Na to jednak szybką odpowiedź dwiema trójkami z dystansu znalazł Wojciech Czerlono i goście znowu mieli zapas 14 punktów. Tyle, że Decka miała tego dnia jakiś trudno wytłumaczalny fart, czasem tłumaczony łaskawością „bogów koszykówki”. Mówił o nich w pomeczowej rozmowie trener gospodarzy Rafał Knap, niedowierzający trochę temu, co się wydarzyło. A wydarzyły się rzeczy nieprawdopodobne. Na 4:30 minut przed końcem goście jeszcze prowadzili 10 punktami.
Decka huraganowo jednak atakowała i nawet gdy biła głową w ścianę, robiła to w wersji „kropla drąży skałę”. I wydrążyła. Trafił Jaden Coke, swoje dołożyli Siewruk i Kuźkow (rewelacyjny w końcowych minutach, trafiał na zawołanie) i gdy na tablicy wyników zrobiło się 75:76, Pelplinianie wpadli w trans, wiedzieli już, że skoro dogonili, to nie ma rzeczy niemożliwych. W kolejnych akcjach więc rozłożyli Stargardzian na łopatki i ostatecznie wygrali mecz, w którym przez 39 minut przegrywali. Po meczu kilka smaczków zdradził nam trener Knap. M.in że wkurzył i jednocześnie zmobilizował Deckę tytuł jednego z artykułów lokalnego portalu ze Stargardu (cała rozmowa z RK już niebawem na naszej stronie).
A to podziałało mobilizująco, co w rezultacie daje nam piąty mecz w środę. Bilans do tego spotkania wynosi 3:3, po jednym wygranym meczu w sezonie zasadniczym i dwóch w play-offach. Kolejność nakazywałaby postawić na Spójnię, ale Decka po takim powrocie tanio skóry nie sprzeda.
Paweł Kątnik








