Koszykarze AMW Arki wyszli na mecz z Zastalem znakomicie usposobieni. Na każdej pozycji, w każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła byli lepsi. Dominowali pod tablicami, celniej rzucali z dystansu, dzielili się piłką i dobrymi emocjami. To wszystko trwało przez całe pół godziny. O końcowym wyniku zdecydowała jednak ostatnia kwarta, przegrana przez Gdynian 11:28.
Początek niefortunny – dwa pudła Barbitcha z rzutów wolnych. Wszak to skuteczność była okolicznością, która zdecydowała o klęsce Gdynian w pierwszym meczu. Po chwili „odpalili” z dystansu Garbacz i Łączyński, spod kosza 3×2 trafił Ljubicić i w połowie kwarty było 19:11 dla Arki. To była najwyższa przewaga, która za sprawą skutecznych akcji Szumerta i Maughmera zmalała do pięciu punktów.
ZŁE MIŁEGO POCZĄTKI
Na parkiecie oglądaliśmy poukładaną i umotywowaną drużynę, przypominającą tę z początku sezonu, gdy Arka otwierała tabelę Orlen Basket Ligi. Zastal to jednak zespół, który po detronizacji Kinga w pierwszej rundzie play-off złapał wiatr w żagle. Dosyć niespodziewanie wynik po stronie gości trzymał związany w przeszłości z Trójmiastem Filip Matczak.
Na 2,5 minuty przed przerwą, po udanych akcjach Barbitcha i Okauru, przewaga Gdynian pierwszy raz osiągnęła poziom dwucyfrowy. Było 43:33. Skończyło się kwartą wygraną sześcioma punktami i prowadzeniem na półmetku spotkania różnicą jedenastu – 49:38. We wszystkich statystykach Gdynianie byli górą. Z kolei goście pod presją nie byli już tak dobrze dysponowani jak we wtorek, kiedy po pierwszej połowie prowadzili 50:33.
POD PRĄDEM
Po przerwie Gdynianie nie spuszczali z tonu. Bojowego ducha utrzymywali świetnie walczący pod koszami wysocy – Ljubicić i Tubutis. Brakowało za to punktów lidera drużyny z ostatnich spotkań – Luke’a Barretta. Do połowy trzeciej kwarty przewaga Gdynian ani razu nie zeszła poniżej dwucyfrowego poziomu. Niepokojąca sytuacja miała miejsce w 26. minucie, gdy urazu doznał świetnie spisujący się do tej pory Mike Okauru. Jednak pozostali, z Milanem Barbitchem na czele, robili swoje i po trzeciej kwarcie Arka prowadziła 72:57, a Francuz miał na swoim koncie 20 pkt. Niewiele mniej – 18 – zdobył spod kosza Ljubicić.
ZASTAL NIE MÓWI „PAS”
Gdynianie kontrolowali mecz przez cztery minuty ostatniej kwarty, ale na jej półmetku było już tylko 76:70. Koszmarny odcinek spotkania AMW Arka przegrała 4:24. Brakowało punktów Łączyńskiego i Barretta, którzy nie mogli się wstrzelić. Okauru po powrocie do gry nie był tym samym graczem, który świetnie czuł się na parkiecie do momentu urazu. Trener Cesnauskis miał w rotacji coraz mniej wartościowych graczy.
Na trzy minuty przed końcem wziął czas, bo z przewagi zostały już tylko dwa punkty. Po akcji Fayne’a był remis. Po rzutach wolnych Szumerta goście objęli prowadzenie. Egzekucji dokonali rzutami z dystansu Mazurczak i Lewis. Ostatnia kwarta przegrana różnicą 17 pkt sprawiła, że AMW Arka przegrała cały mecz 83:85 i ulega w play-off do trzech zwycięstw 0:2.
Włodzimierz Machnikowski/puch








