Grupa mieszkańców Miastka chce zwołać referendum w sprawie odwołania burmistrza Jerzego Wójtowicza i rady miejskiej przed upływem kadencji. Wśród zarzutów do władz Miastka są między innymi upadłość szpitala i stagnacja w samorządzie.
Długi szpitala w Miastku sięgają kilkudziesięciu milionów złotych, choć dokładna kwota nie jest znana. Trwa audyt.
– Zapalnikiem do referendum był szpital. Ludzie są pozbawieni opieki, do tego dużo ludzi straci pracę. Następna rzecz to jest taka, że gmina się po prostu nie rozwija. Stoi w miejscu od kilku lat, a nawet można powiedzieć, że się cofa. Radni ani burmistrz nie robią nic, żeby przyciągnąć tych inwestorów. Jest dramat – mówi pełnomocnik inicjatywy referendalnej Marcin Zwierzchowski.
RADA NIE MA SOBIE NIC DO ZARZUCENIA
Przewodniczący Rady Miejskiej Miastka Tomasz Borowski zaznacza, że radni nie mają sobie nic do zarzucenia.
– Jeżeli prześledzi się interpelacje składane przez radnych oraz pracę komisji rewizyjnej w trakcie kadencji, to można zobaczyć, ile czasu i energii rada poprzez swoją komisję i innych radnych poświęciła na sprawę szpitala. Oczywiście każdy może powiedzieć, że robią oni za mało. To jest demokracja. Ludzie mają prawo oceniać władze w każdym kontekście, nawet emocjonalnie, niekoniecznie merytorycznie – przekonuje.
60 DNI NA ZEBRANIE PODPISÓW
Dokumenty w sprawie zwołania referendum dotarły już do komisarza wyborczego. Inicjatorzy mają teraz 60 dni na zebranie podpisów poparcia.
Z podobnych powodów cztery lata temu, również w referendum gminnym, odwołana ze stanowiska została ówczesna burmistrz Miastka Danuta Karaśkiewicz.
Zobacz też: Co ze szpitalem w Miastku? Burmistrz o szczegółach
Maria Sowisło/ak








