Pozostał tydzień do powitania Daru Młodzieży w Gdyni. Studenci pierwszego roku Wydziału Nawigacji Uniwersytetu Morskiego w Gdyni, którzy wrócili z Nowego Jorku w lipcu, po drugim etapie rejsu, opowiadali Annie Rębas o szczegółach tej wyprawy życia w „Patencie na Sternika”.
Od 16 kwietnia Dar Młodzieży jest w morzu. Za nim między innymi historyczny rejs przez Atlantyk do USA na 250-lecie podpisania Deklaracji Niepodległości tego kraju. W międzyczasie fregata przeszła związane z uszkodzeniem śruby prace serwisowe w stoczni Gryfia w Szczecinie. Stamtąd ruszyła do Hamburga, a ostatnim przystankiem był port w Stavanger. Dar Młodzieży jest już w drodze powrotnej, a do portu macierzystego w Gdyni powróci 23 września.
WRAŻENIA PO REJSIE
Weronika Brożek, Konrad Kunc i Kajetan Zaborowski podzielili się wrażeniami po rejsie do USA.
– Pamiętam ciężar torby, którą wnosili na pokład moi koledzy. Ważyła chyba 40 kilogramów. Jak zwykle źle się spakowałam – dodawała ze śmiechem studentka.
– Limit kilogramowy został przekroczony. Wracając z naszego etapu, musieliśmy mocno zredukować bagaż. Koledzy z roku pomogli i wzięli trochę do walizek. Niektóre ubrania zostawiliśmy do utylizacji w Nowym Jorku. Wszystko było w tym rejsie niezwykłe i wszystko było potrzebne – opowiadali studenci.

BEZCENNE WSPOMNIENIA
Jak dodawała Weronika Brożek, załogę znała już wcześniej, bo pływała na statku, będąc uczennicą Szkoły Morskiej w Gdańsku.
– Uczyliśmy się wypełniania dziennika pokładowego. Mieliśmy doskonałą kadrę. Te osoby na Darze pływają już wiele lat. To jest „topka” światowa. Poza tym bycie na statku, przejście przez ocean, to jest najlepsza nauka. Nie zastąpią tego żadne książki – dodawał Konrad Kunc.
– Wspominam bezkres oceanu i to, jak po wielu dniach na Oceanie Atlantyckim wyłoniło się z wody stado delfinów. To są obrazy, które zapamiętam na całe życie. Polubiliśmy nawet polerowanie mosiężnych elementów na fregacie podczas wchodzenia do każdego portu. Chcieliśmy, by prezentowała się wspaniale – opowiadał Kajetan Zaborowski.

DRŻĄCE NOGI I BOLĄCE RĘCE
– Na początku musieliśmy się przyzwyczaić do godzin wachtowych. Na początku problemem było też wchodzenie na najwyższe reje – opowiadał Kajetan.
– Do dzisiaj pamiętam drżące nogi i bolące ręce, gdy stałem na tej drabince – wspominał Konrad.
– Z czasem stawało się to coraz płynniejsze. Przestaliśmy obawiać się wchodzenia na reje. O północy, rozpoczynając wachtę, przechodziliśmy przez maszty regularnie. To była najlepsza gimnastyka przed rozpoczęciem dnia – dodawali studenci.

ROTACJE NA POKŁADZIE
Studentami dowodził komendant Michał Sadowski, który stał na mostku od początku rejsu aż do Nowego Jorku. Potem zastąpił go komendant Krzysztof Kocyba.
Trzecia zmiana studentów weszła na statek w Nowym Jorku, a wysiadła w Szczecinie. Zastąpili ich studenci z Wydziału Mechanicznego i to oni, po zaledwie trzytygodniowym rejsie, wrócą do Gdyni.
EGZAMINY
Praktykanci zdali egzamin – zarówno teoretyczny, jak i praktyczny. Oceniała ich Rada Okrętowa.
– Wszyscy zaliczyli praktykę. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak zachowali się na morzu – bez kontaktu ze światem, bez telefonu, internetu. Przetrwali też awarię klimatyzacji. Muszę powiedzieć, że lepiej niż załoga stała. Jeśli chodzi o wchodzenie na maszty, to ja też miałem drżące nogi, gdy byłem w ich wieku. Teraz już to opanowałem – mówił komendant Michał Sadowski.

Posłuchaj audycji:
Za tydzień dalsza część opowieści praktykantów i komendanta z Daru Młodzieży po rejsie do USA.
Anna Rębas/aKa








