Darrin Dorsey, Paweł Leończyk i Darious Moten – to lista nieobecnych podczas najważniejszego meczu Trefla Sopot w fazie Top 16 FIBA Europe Cup. Zawodników żółto-czarnych pokonały koronawirus i kontuzje i wpłynęły znacznie na przebieg przegranego meczu z Benfiką Lizbona.
Niestety te absencje były widoczne od początku, goście wykorzystali przetrzebioną rotację Trefla imponująco – pierwszą kwartę rozpoczęli od wyniku 9:2, później sukcesywnie zwiększali dystans, by skończyć premierowe 10 minut 10:25. Polskiej publiczności przypomniał się Aaron Broussard – amerykański rzucający występował przed laty w Anwilu Włocławek i MKS-ie Dąbrowa Górnicza, a teraz dziurawi kosze portugalskiej Ekstraklasy. Do przerwy był najlepszym strzelcem z 12-ma punktami.
GRUSZECKI PUDŁOWAŁ
Gospodarzy nie należy jednak rozgrzeszać. Kontuzje i choroby nie są dostateczną wymówką, by odpuszczać, „przysypiać” i zwieszać głowy, a tak to wyglądało w pierwszej połowie. Zbyt dużo mieli rywale przestrzeni, za łatwo zbierali piłki spod sopockiej tablicy, a w dodatku umiejętnie wykorzystywali swobodę w rzutach dystansowych. Do szatni schodzili z zapasem 17-punktów, zdobytych przede wszystkim wysoką skutecznością 2-punktowych rzutów. A Trefl? Pudłował nie tylko z dystansu – 25-procent, ale także z półdystansu i spod kosza – 33-procent za dwa. Zawodził przede wszystkim Karol Gruszecki, który z pięciu prób dystansowych, udanie zakończył tylko jedną.
WIĘCEJ AMBICJI, PROBLEMY TE SAME
Trzecia kwarta wlała trochę optymizmu. Zawodzący przed przerwą Brandon Young i Karol Gruszecki zaczęli trafiać, a goście wyraźnie spuścili z tonu, myśląc, że mecz sam się wygra. Nic z tych rzeczy – w pewnym momencie przewaga stopniała do zaledwie 11-oczek. Kiedy Michał Kolenda trafił najpierw lay-upa, a potem dorzucił trójkę, na 7-minut przed końcem jeszcze na moment atmosfera zgęstniała. Norberto Almeida – trener rywala, poprosił o czas, ale to nie poskutkowało. Z przewagi portugalskiej drużyny nie zostało w zasadzie nic, ale w końcowych fragmentach dała o sobie znać wąska rotacja Trefla. Sopocianie nie mogli faulować, bo było ich za mało, a karne zejścia skutkowałyby wpuszczeniem niedoświadczonych Łukasza Klawy lub Huberta Łałaka. Tym samym lizboczycy zdobywali łatwe punkty spod kosza w absolutnie najważniejszych frgmentach rywalizacji. Skończyło się dość wyraźnym zwycięstwem 76:67, ale dla gospodarzy brawa za ambicję – zadbali o to, by emocji nie brakowało do końca.
Niestety siła ognia Trefla była zbyt mała, by myśleć o wygranej, a w konsekwencji dalszej grze w FIBA Europe Cup. Matematyczne szanse na awans jeszcze są, bo dobrze poukładały się wyniki w drugim meczu. Trudno jednak oczekiwać, by zdziesiątkowany polski zespół, dał radę zebrać się w sobotę i wywalczyć wygraną przedłużającą szanse na awans do TOP8.
4. kolejka 2. rundy FIBA Europe Cup: Trefl Sopot – Benfica Lizbona (10:25, 19:25, 23:19, 19:14)
Trefl Sopot: Brandon Young 17, Michał Kolenda 14, Karol Gruszecki 14, Yannick Franke 13, Josh Sharma 6, DeAndre Davis 3, Daniel Ziółkowski 0, Mateusz Łałak 0.
Najwięcej dla Benfiki: Frank Gaines 25, Aaron Broussard 12 i James Farr 9.
Paweł Kątnik








