W Sądzie Okręgowym w Gdańsku w czwartek rozpoczął się proces odwoławczy przeciwko 26-letniemu Dawidowi T., który cztery lata temu na Kaszubach wjechał w grupę pieszych wracających ulicą z dyskoteki. W wypadku zginęła 19-letnia Daria, dwie osoby zostały ranne. Sąd I instancji skazał mężczyznę na 2,5 roku więzienia.
W sądzie obecni byli oskarżony wraz z obrońcą, prokurator oraz dwie pokrzywdzone osoby i ich pełnomocnicy. Sędzia Izabella Retyk odczytała wyrok Sądu Rejonowego w Kartuzach, który uznał oskarżonego za winnego nieumyślnego naruszenia przepisów ruchu drogowego poprzez niezachowanie szczególnej ostrożności, w wyniku czego spowodował wypadek, a następnie oddalił się z miejsca zdarzenia.
Sąd I instancji skazał mężczyznę na 2,5 roku więzienia. Pasażer auta został skazany na 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu.
OBROŃCA: PIESI PORUSZALI SIĘ W NIEWŁAŚCIWY SPOSÓB
Przewodniczący składu sędzia Marek Skwarcow zamknął przewód sądowy i udzielił głosu stronom. Obrońca oskarżonego adw. Bartłomiej Stoltmann, przekonywał, że jego klient nie jechał z nadmierną prędkością ani nie zachowywał się w sposób brawurowy. Wskazał również, że do wypadku mogłoby nie dojść, gdyby pokrzywdzeni poruszali się zgodnie z zasadami ruchu drogowego, czyli poboczem. Podkreślał, że byli ubrani w ciemne ubrania, szli niewłaściwą stroną jezdni i mogli być trudni do zauważenia.
– Biegli, którzy przeprowadzili rekonstrukcję wypadku, wskazali, że przyczyną było zachowanie pieszych – powiedział.
Dodał, że jego klient oddalił się z miejsca zdarzenia, ponieważ był w szoku. – Nie był pod wpływem środków odurzających, był trzeźwy – zapewniał.
Obrońca wniósł o złagodzenie kary do sześciu miesięcy pozbawienia wolności oraz dwóch lat ograniczenia wolności w postaci prac społecznych.
OSKARŻONY ZATRZYMAŁ SIĘ KILKASET METRÓW DALEJ
Pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych adw. Marcin Wolski i adw. Łukasz Kozłowski w mowach końcowych wskazywali, że winę za spowodowanie wypadku ponosi oskarżony, a nie pokrzywdzeni. Podkreślali, że mógł on dostrzec grupę pieszych, zwolnić i bezpiecznie ich wyminąć. Zwracali uwagę, że zatrzymał się dopiero kilkaset metrów od miejsca zdarzenia, sprawdzając stan pojazdu.
– Szok, na który powołuje się obrońca, jest nieuzasadniony – przekonywał jeden z pełnomocników, dodając, że niezrozumiałe jest nieudzielenie pomocy pokrzywdzonym.
Pełnomocnicy wskazywali również, że oskarżony znał drogę, na której doszło do wypadku, i powinien zachować szczególną ostrożność. Zaznaczali także, że nie można jednoznacznie stwierdzić, iż nie był pod wpływem alkoholu lub środków odurzających, ponieważ oddalił się z miejsca zdarzenia.
Zarzucili sądowi I instancji błędną kwalifikację czynu jako nieumyślnego. Ich zdaniem działanie oskarżonego miało charakter umyślny. W apelacji wnieśli o podwyższenie kary do 5–6 lat pozbawienia wolności oraz zwiększenie zadośćuczynienia dla pokrzywdzonych.
WYROK NA POCZĄTKU KWIETNIA
Prokurator Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Aleksandra Malinowska-Bizon nie kwestionowała wyroku sądu I instancji. Wskazała, że biegli uznali, iż piesi poruszali się nieprawidłową stroną drogi, czym przyczynili się do wypadku. Dodała, że droga, na której doszło do zdarzenia, jest wąska, nie ma pobocza ani oświetlenia, a w jej pobliżu znajduje się dyskoteka, co wymaga od kierowców zachowania szczególnej ostrożności.
Podkreśliła również, że osoba oddalająca się z miejsca zdarzenia jest – zgodnie z przepisami – traktowana jak kierujący pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Poinformowała, że oskarżony przed zatrzymaniem przez policję zacierał ślady na samochodzie. Drugi oskarżony – pasażer – sam zgłosił się na policję.
Oskarżony w mowie końcowej wyraził skruchę i przeprosił. Poinformował także sąd, że zmaga się z chorobą.
Sąd zapowiedział ogłoszenie wyroku na 1 kwietnia br.
PAP/ua








