Zwykle myślę o sobie jako o kimś pogodnym i pozytywnie nastawionym do życia i ludzi, ale tym razem było inaczej – śmieje się brainolożka Marzena Grochowska.
– W deszczowy jesienny dzień odkryłam w sobie coś, co roboczo nazwałam „syndromem starej baby”. Rano otworzyłam oczy, wolne, niedziela, a tu trzeba wyjść na spacer z psem. Wtedy właśnie poczułam, że razem ze mną jest „stara baba”. Bo deszcz, bo po co mi to wychodzenie, bo taki świat jest do niczego. Na spacerze spotkałam podobnych ludzi, narzekających, że pogoda i życie pod psem. Tak stan umysłu nazwałam roboczo „syndromem starej baby”, która na wszystko narzeka i ciągle utyskuje. Od czasu do czasu, każdy z nas tak ma, ważne żeby owa Baba na dobre w nas się nie rozgościła – podkreśla.
Posłuchaj audycji:
Włodzimierz Raszkiewicz/am








