Energa Czarni Słupsk przerwali serię sześciu porażek z rzędu. Słupszczanie w przedostatnim meczu sezonu pokonali na wyjeździe Górnik Zamek Książ Wałbrzych aż 107-90.
Słupszczanie zagrali szybko, agresywnie, skutecznie i odważnie. Szkoda, że dopiero w chwili, gdy nie ma żadnych szans na walkę o play off. Zespół zanotował na Dolnym Śląsku dziewiąte zwycięstwo w sezonie.
Bardzo dobre spotkanie zagrał w końcu Jorden Duffy – trafił siedem z dziesięciu rzutów za trzy punkty, w sumie notując w tym spotkaniu 27 punktów i 6 asyst. To nie był snujący się po parkiecie Amerykanin, ale odważnie grający w ataku rozgrywający z dobrze znanymi kibicom deficytami w obronie. Ale seryjnie trafiane w drugiej połowie trójki – w sumie w tej części gry było ich 6 – pozwalają zaliczyć ten występ rozgrywającego Czarnych do bardzo udanych.
Oba zespoły urządziły niezłą strzelaninę w pierwszych 20 minutach, zdobywając łącznie 110 punktów (Czarni prowadzili po dwóch kwartach 57-53).
Szalał dobrze zasilany podaniami Szymon Tomczak – double double w spotkaniu, 18 punktów, 13 zbiórek i 4 asysty. Był to najlepszy mecz po kontuzji środkowego Czarnych.
– Trener uczulał nas na grę w trzeciej kwarcie, mieliśmy z tym problemy w poprzednich spotkaniach – mówił w pomeczowym wywiadzie w Polsacie Sport Szymon Tomczak.
Energa Czarni Słupsk oddali w tym spotkaniu aż 79 rzutów z gry, czyli o 12 więcej niż gospodarze. Trafili 15 z 34 rzutów za trzy punkty i co ważne trafiali w chwilach, gdy gospodarze osłabieni usuniętym z boiska za dwa faule niesportowe Andersonem próbowali doprowadzić do remisu, a później zwycięstwa. Grający jednak w siódemkę przeciwko tak skutecznym tego dnia Czarnym Górnik nie zdołał przełamać wyniku i przegrał na własny parkiecie różnicą aż 17 punktów.
W najbliższą środę Energa Czarni Słupsk zakończą sezon we własnej hali meczem z GTK Gliwice.
Przemysław Woś/am








