Brak punktów, brak strzelonych bramek i sześć goli straconych. Tak wygląda bilans Lechii Gdańsk po dwóch meczach Betclic 1. ligi. W drugiej kolejce gdański zespół przegrał u siebie z Wartą Poznań 0:3. Jednym z niewielu pozytywów jest debiut w wyjściowej jedenastce zakontraktowanego w okienku transferowym Jakuba Adkonisa oraz powrót do kadry meczowej Camilo Meny i Rifeta Kapicia.
Od pierwszego gwizdka Warta Poznań kontrolowała przebieg meczu. Zespół z Wielkopolski kreował sytuacje i stwarzał zagrożenie pod bramką Weiraucha. Początkowo golkiper Lechii był w stanie zatrzymać strzały rywali, jednak w 15. minucie ta sztuka mu się nie udała. Zza pola karnego uderzył jeden z obrońców Lechii, piłka trafiła pod nogi Mateusza Stanka, a ten mocnym strzałem pokonał bramkarza i otworzył wynik meczu.
3:0 DO PRZERWY
Kwadrans później debiutujący w gdańskich barwach Wojciech Madej faulował Stanka w polu karnym i po analizie VAR sędzia główny wskazał na jedenasty metr. Z rzutu karnego nie pomylił się Marcel Stefaniak, który podwyższył wynik na 2:0 dla Warty.
Jeszcze przed przerwą goście zadali kolejny mocny cios. Po centrze w pole karne Szymon Weirauch nie utrzymał złapanej piłki, ta spadła pod nogi Najemskiego i do przerwy Warta prowadziła już 3:0.
WYGWIZDANE POWROTY
Po zmianie stron trener Łupaszko wysłał do boju byłych ekstraklasowiczów. Na boisku pojawili się Camilo Mena i Rifet Kapić. Fani biało-zielonych zamiast braw obdarowali ich głośnymi gwizdami i tę praktykę powtarzali regularnie, kiedy Kolumbijczyk i Bośniak mieli piłkę przy nodze. W drugiej połowie bramki nie padły. Lechia kreowała sytuacje, jednak nie była w stanie zdobyć gola.
Zamiast głośnego dopingu 5741 kibiców zebranych na Polsat Plus Arenie wyrażało sprzeciw wobec panującej sytuacji w klubie. Po dwóch meczach Lechia ma na koncie dwie porażki i bilans sześciu straconych bramek, bez ani jednego zdobytego trafienia.
Karol Pius/puch








