Las Szpęgawski skrywa jedną z najkrwawszych tajemnic II wojny światowej. To właśnie tam Niemcy wymordowali ponad 5 tys. osób, m.in. polskich patriotów, przedstawicieli inteligencji i księży.
W 87. rocznicę tragicznych wydarzeń mieszkańcy Kociewia przypomnieli brutalną zbrodnię, która na zawsze zmieniła historię Pomorza.
– Tutaj zginął Andrzej Rezmer, brat mojego ojca. Mój ojciec Władysław też miał być rozstrzelany, ale uciekł znad grobu i przez resztę wojny musiał się ukrywać. Trafili tutaj, bo dostali nakaz pracy u Niemców, ale jak się nie zgodzili, to ich aresztowano – wspomina Halina Ronowska, bratanica zamordowanego.
NAJWIĘKSZY CMENTARZ OFIAR ZBRODNI NIEMIECKICH
Zbrodnia w Lesie Szpęgawskim to jedna z największych masowych egzekucji dokonanych przez nazistowskie Niemcy na polskiej ludności cywilnej w ramach tzw. zbrodni pomorskiej jesienią 1939 r. Akcja likwidacyjna wpisała się w szerszy plan systemowej eksterminacji polskiej ludności i niszczenia struktur podbitego państwa.
– Dla nas, Kociewiaków, jest to największy cmentarz ofiar zbrodni niemieckich, które uderzyły w inteligencję, w duchowieństwo, w nauczycieli, a także w lekarzy i pacjentów szpitala psychiatrycznego. Od 1 września 1939 roku sukcesywnie zawożono grupami mieszkańców Starogardu i okolic, ale także Tczewa – wylicza Zbigniew Potocki z Muzeum Ziemi Kociewskiej.
ZMIANA POKOLENIOWA
Na uroczystości do Lasu Szpęgawskiego przyjechał z Niemiec Alexander von Paleske, czyli siostrzeniec Joachima von Paleske, który udostępnił las władzom okupacyjnym jako miejsce zbrodni.
– Nie jest do końca jasne, czy osobiście rozstrzeliwał ludzi, ale to, że udostępnił teren, samo w sobie jest już wystarczająco złe. Mój wujek nawet po wojnie wciąż trzymał się tej okropnej ideologii. Przybyłem tu, aby okazać szacunek, po tym, jak dowiedziałem się, co się stało, jak moja rodzina była zaangażowana w te zbrodnie. Chcę więc okazać szacunek, wyrazić mój smutek – mówi Alexander von Paleske.
NIE PONIEŚLI KONSEKWENCJI
Jak przypomina dr Mateusz Kubicki z IPN, von Paleske nie jest jedyną osobą, która nie poniosła konsekwencji za swoje czyny.
– Problemem było to, że niemiecka prokuratura rozpoczęła śledztwa w drugiej połowie lat 60. Część sprawców nie żyła, a część, przez wiek lub stan zdrowia, nie mogła odpowiadać karnie – mówi badacz.
Historyk wskazuje na jeszcze jedną okoliczność. – Dodatkowo tutaj wchodzą elementy niemieckiego kodeksu karnego, który zbrodnie nakazywał przedawniać po 15 latach. Standardem w tych przesłuchaniach jest to, że nie ma ani jednego zdania na temat takiego miejsca jak Szpęgawsk. Część z tych najważniejszych oprawców wypierała się nawet, że nigdy tutaj nie była – wskazuje Kubicki.
SKALA ZBRODNI
Dokładna liczba zamordowanych do dziś nie została w pełni zweryfikowana ze względu na celowe zacieranie śladów przez Niemców pod koniec wojny. Szacuje się jednak, że w Lesie Szpęgawskim zamordowano 5-7 tys. osób. Z imienia i nazwiska udało się zidentyfikować ok. 2,4 tys. z nich.
Tomasz Gdaniec/aKa/puch








