Grałem 24 godziny na dobę, pożyczałem pieniądze od mafii. Nikt nie wiedział, jak funkcjonuję. Żałuję, że w odpowiednim momencie nie poszedłem na terapię – mówi Tomasz, który od kilkunastu lat walczy z uzależnieniem od hazardu.
W jakim momencie życia jesteś?
Mam 37 lat, jestem dziennikarzem, ale komornicy zabierają wszystko ponad najniższą krajową. Jedną trzecią tego, co zostaje, muszę wydać na leki, co chwilę muszę pożyczać pieniądze. Na szczęście już nie takie kwoty, jak kiedyś.
Znajomi mają ustabilizowane życie, a ja jestem opóźniony w rozwoju dorosłego człowieka przynajmniej o 10 lat.
Zawsze chciałem być w miejscu kogoś innego. Patrzyłem na ludzi, którzy byli w lepszej sytuacji: finansowo, życiowo. Myślałem, że mogę znaleźć do tego drogę na skróty. Tymczasem nie mam nic swojego. Życie wypadło mi z rąk. Kiedyś zakładałem, że do czterdziestki spłacę długi i zacznę żyć normalnie. Teraz wiem, że jest tego za dużo.
Uda Ci się spłacić długi?
To mój cel: ze wszystkimi się rozliczyć. Mam przekonanie, że się uda.
„MOJE ŻYCIE TO WALKA”
Masz jakieś marzenia?
Chciałbym żyć normalnie i nie musieć myśleć, na ile dni zostanie mi pieniędzy. Przyszłość to dla mnie abstrakcja.
Moja codzienność to nie tylko walka, żeby nie zagrać, ale też by się nie porównywać do innych.
Jest coś, co w tej walce daje Ci poczucie spokoju?
Dobrze się czuję ze swoją partnerką. Nie wiem, czy spokój to dobre słowo. Potrafię się czasem na chwilę wyłączyć.
Mam niezaspokojony mechanizm nagrody, odkąd nie gram. Szukam zamienników. Potrafię przez chwilę z czegoś być zadowolonym, ale później życie to weryfikuje. Zawsze coś jest nie tak.
Jakich zamienników dla hazardu szukasz?
Sięgam po gry sprawdzające wiedzę o sporcie. To nie do końca reguluje emocje, ale daje satysfakcję. Zdaniem niektórych styczność ze sportem może prowadzić do powrotu do grania, ale ja wiem, że to sport jest moim zapalnikiem.
Czuję potrzebę rywalizacji. Choruję na serce, więc jedyny sport, który mogę uprawiać, to dart. Rzucanie do tarczy jest dla mnie satysfakcjonujące.
Wtedy nie czujesz potrzeby grania hazardowego?
Nie znalazłem substytutu jeden do jednego, ale może i dobrze, bo nawet zdrowe rzeczy mogą uzależniać. Staram się zaspokajać potrzebę rywalizacji, ale trudno to robić, nie mogąc się bawić sportem.
Trochę się dziwię, że nie wracam do grania, ale może dostatecznie oberwałem i wiem, jak to się skończy. Pierwsze, czego uczą na terapii, to że nie ma powrotu do kontrolowanego grania.
Wcześniej myślałeś, że to możliwe?
Nawet po pierwszej terapii stacjonarnej myślałem, że wiem, jak to kontrolować.
Na terapii uczą pokory. Za pierwszym razem mi jej dalej brakowało. Dopiero za drugim wiedziałem, po co tam idę, jakie błędy popełniłem. Dlatego musiałem wrócić. Wtedy wyszedłem z innym nastawieniem i znajomością siebie.
Od czego jesteś uzależniony?
Od zakładów bukmacherskich. Od ponad roku nie gram.
„TRAKTOWAŁEM TO JAKO ZABAWĘ”
Kiedy postawiłeś pierwszy zakład?
18 maja 2007 roku.
Pamiętasz okoliczności?
W liceum grałem w siatkówkę. Po treningach dwóch kolegów zawsze rozmawiało o tym, na co postawią kupon. Zacząłem o tym myśleć.
Po maturze poszedłem do punktu i postawiłem na cztery mecze, ale kupon nie wszedł, nie wygrałem. Drugi zakład bardziej przemyślałem. Postawiłem 10 złotych, wygrałem 100. Następnie 20 i wygrałem 200. Później skuteczność oczywiście się pogorszyła. Ale ziarno zostało zasiane: brakuje pieniędzy, zagraj, będziesz miał więcej.
Ktoś z twojego otoczenia grał?
Nie miałem styczności z nikim uzależnionym. Trudno powiedzieć, by moi koledzy byli uzależnieni, raczej nie przegrywali dużych kwot.
Ty się wkręciłeś?
Pierwsze kupony zadziałały na wyobraźnię. Początkowo traktowałem to jako zabawę. Później grałem coraz więcej, ale nie zauważałem, że więcej przegrywam niż wygrywam.
Dlaczego grałeś?
Wierzyłem, że wygram.
W 2010 r. rozrastał się rynek nielegalnego hazardu internetowego. Były promocje. Znajomy potrzebował kilku osób, by założyć na nie konta. Robił obrót, a zyskiem się dzielił. Stawki rosły, bonusy były liczone w tysiącach. Ryzyka nie ponosiłem, wkład był jego.
UTRATA KONTROLI NAD GRĄ
Wygrywaliście?
Przez jakiś czas. W wakacje 2010 r. miałem pomóc Filipowi. Poprosił mnie, bym podał swoje dane i zagrał za jego środki.
Miałem zagrać określoną liczbę razy w blackjacka, a potem przerwać grę, ale zysk okazał się minimalny. Chciałem więcej, pomyślałem, że możemy się odbić. Chciałem zagrać jeszcze jedną, a potem kolejną partyjkę. Przegrałem wszystko.
Z perspektywy czasu widzę, że to był przykład utraty kontroli nad grą.
Wtedy to do ciebie nie dotarło?
Nie. Grałem coraz więcej.
W 2013 r. klub sportowy, dla którego pracowałem, szukał oszczędności poza sezonem i przymusił mnie do bezpłatnego urlopu. Miałem dostać około 2 tys. zł. Stwierdziłem, że trzeba pograć i się odbić.
Przegrałem wszystko, nie miałem za co żyć. Przyjechała matka, powiedziała, żebym nie grał więcej, zostawiła trochę pieniędzy. Nie zdążyła wyjechać, a zobaczyła, że mam włączoną stronę bukmacherską. Powiedziałem, że tylko oglądam mecz.
Wciąż nie myślałeś, że możesz mieć problem?
Nie rozumiałem, że jakbym nie zagrał, to miałbym pieniądze, a jak zagrałem, to nie mam.
Trzymałem się wtedy ze sportowcami. Widziałem, że zarabiają po 20-100 tys. zł miesięcznie, a ja nie. Chciałem mieć tyle, co oni.
Kiedy po raz pierwszy poszedłeś na terapię?
W 2010 r. byłem u psychiatry. Dużo we mnie było emocji i sobie z tym nie radziłem. Miałem ataki autoagresji. Rozstałem się z dziewczyną, choć to nie miało związku z hazardem.
Psychiatra zapytała o uzależnienia. Powiedziałem, że gram. Pytała czy kontroluję, co robię, czy dużo gram. Powiedziałem, że gram sporo, ale to kontroluję.
Powiedziała, że muszę przestać grać, bo hazard wpływa na wahania nastroju. To była pierwsza i ostatnia wizyta u niej. Nie wierzyłem, że jestem uzależniony.
Ale problem nie zniknął?
Dziesięć lat później poszedłem na terapię, bo chciałem lepiej kontrolować emocje. Terapeutka zasugerowała terapię uzależnień, dała mi namiar. Nie skorzystałem, nie czułem potrzeby pójścia na terapię uzależnień. A może podświadomie czułem, ale nie chciałem się przyznać.
„POWIEDZIAŁEM TERAPEUTCE, ŻE PRZEGRAŁEM ŻYCIE”
W końcu jednak trafiłeś na terapię uzależnień. Jak to się stało?
Był 2021 rok. Zacząłem się zachowywać agresywnie na imprezie. Partnerka powiedziała, że dość, czas na terapię, bym panował nad emocjami. Ja uznałem, że pójdę na terapię uzależnień.
Już wtedy myślałem, że nigdy nie wyjdę na prostą. Szacowałem, że mogłem w życiu przegrać łącznie 150 tys. zł, miałem kredyty w bankach.
Powiedziałem terapeutce, że przegrałem życie.
Co odpowiedziała?
Usłyszałem: “Pan jeszcze nie wie, co to znaczy przegrać życie. Pan jeszcze nie wie, co to znaczy, jak jest źle”.
Myślałem, że przecież nigdy tego nie odrobię. Teraz wiem, że trzeba myśleć, jak z tego wyjść, a wtedy żyłem tym, co przegrałem. Mówiłem “W końcu się uda. Przecież raz postawiłem 100 zł i wygrałem 20 tys.”. Cały czas myślałem, że może się udać znowu.
Terapeutka powiedziała, że źle dopiero może być. Mam gdzie mieszkać, mam dziewczynę, pracę. Mam długi, ale nie wiem jeszcze, co to znaczy mieć źle i jeżeli nie zacznę z tym nic robić, dopiero to zobaczę. Chodziłem na terapię przez kilka miesięcy, ale przestałem, bo nie przynosiła efektu, a ciśnienie w domu opadło.
PIENIĄDZE POŻYCZYŁA MAFIA
Wróciłeś do hazardu?
Trudno powiedzieć, żebym w ogóle musiał “wracać”, bo trwale nie przestałem. Później zacząłem grać non stop i pożyczać pieniądze od parabanków czy znajomych, a w końcu zacząłem szukać innych źródeł pieniędzy. Mój kolega, Kuba, kilka razy wcześniej pożyczał od, jak ich nazywał, lichwiarzy. Tych samych, których można znaleźć w kasynach. Najpierw myślałem, że to prostu cwaniaki, a nie półświatek. Prawdę o ich metodach i strukturze poznałem dopiero później.
Za pierwszym razem, za pośrednictwem Kuby, pożyczyłem 4 tysiące. Po tygodniu miałem oddać 5 tysięcy. Z czasem, gdy zorientowali się, że jestem uzależniony, stawki zaczęły się zmieniać, nawet do 10 czy 20 proc. dziennie.
Któregoś razu miałem 2 dni, by oddać 6 tys. To był 2023 rok. Matka chciała, żebym wpłacił jej pieniądze do banku. Powiedziałem, że to zrobię, ale wiedziałem, że zagram. Chciałem z 5 tys. zrobić 11, być na zero i znowu pożyczyć. Przegrałem.
Okradłem matkę, która mimo wszystko mi ufała. Nie mogłem dojść do siebie. Przez 2,5 roku ukrywałem wszystko, ale wtedy już nie umiałem. Przyznałem się do wszystkiego, również swojej partnerce.
Jak zareagowała?
Postanowiła przejąć kontrolę nad moimi pieniędzmi i telefonem. Na jakieś 2 tygodnie.
Po raz kolejny zacząłem chodzić na prywatną terapię. Po pierwszej wizycie terapeutka powiedziała, że nie da się tego wyprowadzić “zwykłą” terapią. Odrzucałem myśl o stacjonarnej terapii. Nie wyobrażałem sobie, że mogę dać się “zamknąć” na 6 tygodni.
Znów chodziłem na terapię przez 3 miesiące. Cały czas grałem.
W grudniu 2023 rozstałem się z partnerką, której w międzyczasie regularnie kradłem pieniądze. Wtedy nie miałem już argumentów, żeby nie iść na terapię stacjonarną. Mimo to nie poszedłem od razu.
„NAPISAŁEM SWÓJ NEKROLOG”
Co się w tym czasie wydarzyło?
Mieszkałem w samochodzie. Po tygodniu nastąpiła noc, gdy siedziałem w aucie, którego nie miałem za co ani naprawić, ani zalać. Było po prostu dachem nad głową, a nie służyło do poruszania się.
Wziąłem laptopa i napisałem swój nekrolog. Podałem krótkie bio, dobrałem zdjęcie. W ostatnim zdaniu napisałem, że od lat zmagałem się z depresją i uzależnieniem. Dodałem, że miałem skierowanie na terapię, ale nie zdążyłem jej rozpocząć.
Nikt nie wiedział, jak funkcjonuję. Postanowiłem, że jeśli nie zabiję się tej nocy, to po południu zadzwonię do ośrodka. Tak też zrobiłem.
Wiedziałem, że nie jestem w stanie sobie pomóc. Nie byłem w stanie dalej funkcjonować z uzależnieniem, choć ostatni kupon stawiałem jeszcze jadąc tam pociągiem.
Ile trzeba było czekać?
Okazało się, że na terapię stacjonarną w ramach NFZ jest dwutygodniowy termin oczekiwania i trzeba dzwonić co 2-3 dni, by potwierdzić chęć uczestnictwa. Faktycznie dzwoniłem, miałem pytania. Nie wiedziałem, jak to wygląda.
Okazało się, że to super miejsce. Szkoda, że tak późno tam trafiłem.
Więc trafiasz do ośrodka i jesteś odcięty od uzależnienia…
Jestem odcięty od wszystkiego. To szok, jak ci telefon zabierają. Z tym było najtrudniej sobie poradzić.
Co dzieje się w twojej głowie?
To zmiana wszystkiego. Nagle nie mam kontaktu ze światem zewnętrznym.
Wiedziałem, że będę musiał oddać telefon i nie ma dostępu do internetu, ale dopiero jak terapeuta mówi, że zgadzasz się na ograniczenie wolności, myślisz: “Ale jak? Chyba nie powinienem tu być”.
Trudno się przestawić?
Pierwsze dni są bardzo ciężkie. To super miejsce, ale dyskomfort, na który musisz się narazić, nie byłby tego wart, gdyby wyjść stamtąd bez efektu. Szybko sobie zdajesz sprawę, że jesteś tam po to, żeby odciąć się od nałogu i coś wynieść na przyszłość. W pierwszej chwili czujesz szok, potem determinację. Chcesz, żeby to dało efekt.
„MYŚLAŁEM, ŻE WSZYSTKO ZROBIĘ SAM”
Mimo to po wyjściu z ośrodka znów zacząłeś grać.
Ale nie od razu.
W ośrodku musisz napisać, jakie działania będziesz podejmować po wyjściu. Na przykład przestrzegać, żeby nie być za bardzo głodnym, złym, samotnym, zmęczonym. To ogranicza możliwości nałogu.
Przez jakiś czas pisałem plan dnia. Wprowadziłem konkretne pory korzystania z telefonu, nie chodziłem z nim do toalety. Myślałem, że już wiem wszystko i naprawdę nie zagram.
Dlaczego się nie udało?
Miałem niezamknięte relacje z półświatkiem. To szybko wróciło, a ja dalej nie miałem pieniędzy.
Mimo że wypisałem w planie mądre rzeczy, ani razu nie poszedłem np. na spotkanie anonimowych hazardzistów. Nie kontynuowałem terapii w ośrodku. Myślałem, że wszystko zrobię sam, nie mając tak naprawdę pojęcia, jak to zrobić.
Poza tym nie zablokowałem się na stronach bukmacherskich dożywotnio, tylko na kilka miesięcy. Bany się skończyły.
Znów zacząłeś grać?
Szybciej pożyczyłem od mafii niż zagrałem. Miałem zaległości za telefon. Później już się zaczęło. Pożyczałem, tłumaczyłem sobie, że to nie jest na granie. Czasem coś komuś oddałem, żeby się usprawiedliwić przed sobą.
Chciałem pomnożyć pieniądze, ale wiedziałem, że będę grał tak długo, aż przegram wszystko. Mimo to grałem.
Dlaczego nie kontynuowałeś terapii?
Chodziłem na terapię grupową, ale byłem jedynym hazardzistą, poza mną byli tylko alkoholicy. Nikt mnie nie rozumiał, więc przestałem tam chodzić. Chodziłem na terapię indywidualną, ale po jakimś czasie musiałem przyznać, że gram.
Myślałem, że już nie ma wyjścia. Podjąłem decyzję, że muszę wrócić do ośrodka, tylko podejść do tego zupełnie inaczej.
Z drugiej terapii stacjonarnej “wyleciałeś” przed zakończeniem. Co się stało?
Dostałem żółtą kartkę za posiadanie tabaki. Po pierwszym pobycie w ośrodku tabaka stała się dla mnie substytutem zakładów. Potrafiłem wciągać co 15 minut. Teraz biorę dużo mniej, zauważyłem negatywne skutki dla zdrowia.
Przemyciłem paczkę na teren ośrodka, co było zabronione. Terapeuta ją skonfiskował. Dostałem żółtą kartkę. Drugą żółtą kartkę dostałem za wulgarny tekst w stronę innej uczestniczki terapii.
PONAD 1,5 MILIONA ZŁOTYCH
Ile straciłeś przez hazard?
W ośrodku musiałem przygotować bilans, ile pieniędzy straciłem. Za pierwszym razem wyszło niecałe 1,2 mln zł. Za drugim, po roku, było to 1,6 mln.
Za pierwszym razem byłem jedynym hazardzistą w grupie. Za drugim utworzono grupę hazardową. Więcej wyniosłem z tych 5 tygodni za drugim razem niż z 6 za pierwszym.
Po pierwszym razie bardzo chciałem przestać grać. Miałem plan, by oddać wszystkim pieniądze, nawet jeśli nie zostanie mi nic na życie. A to zupełnie nie o to chodzi w wychodzeniu z uzależnienia. To zrozumiałem dopiero przy okazji drugiego pobytu.
Wszystko relatywizowałem. Cały czas myślałem, że z tym sobie można poradzić. Potem grałem, bo musiałem. Od 2022 r. grałem 24 h na dobę. Niemal codziennie brałem pożyczki bankowe na granie. Pojawiła mi się myśl, że kiedyś będę musiał to spłacić. Uznałem, że pomyślę o tym kiedy indziej. Myślałem, że sobie po prostu pewnego dnia magicznie poradzę. Brałem pożyczki i grałem dalej. Raz w tygodniu chodziłem na terapię, ale nic z tego nie wynosiłem.
TERAPIA „NA KRECHĘ”
To była terapia na NFZ?
Prywatna. Jednej terapeutce do dziś wiszę pieniądze. Nie chciała mnie wyrzucić, mimo że nie płaciłem. Chodziłem na terapię uzależnienia od hazardu na krechę.
Obecnie chodzisz na terapię?
Nie, co jest błędem. Radzę sobie z tym, żeby nie grać, ale nie radzę sobie z emocjami, które granie zastępowało. Terapia na pewno by pomogła.
Dlaczego z niej nie korzystasz?
Bo jestem głupi. Po pobycie w ośrodku miałem zadzwonić do dwóch terapeutów. Ale przez to, że wyleciałem z ośrodka, czułem, że ich zawiodłem. Wstydziłem się zadzwonić i umówić. Dalej się wstydzę.
Na terapię indywidualną na NFZ czeka się długo, a na prywatną mnie nie stać, więc staram się radzić sobie sam. Teraz zastanawiam się, czemu właściwie się nie zapisałem na NFZ. Niewykluczone, że to zrobię.
Na jaką pomoc od instytucji publicznych możesz liczyć jako osoba uzależniona?
Na terapię stacjonarną na NFZ czeka się 2 tygodnie. To naprawdę super. Ale na wszystko inne czeka się długo.
Zapisałem się w kolejkę do terapii grupowej, ale gdy byłem w ośrodku, nie mogli się dodzwonić, więc miejsce przepadło. Musiałem czekać kolejne miesiące.
Gdybyś mógł zmienić coś w systemie, co by to było?
To, że nie da się wykluczyć dożywotnio na wszystkich platformach, łącznie ze stacjonarnymi. To chore, jak rozbudowany jest polski rynek reklam wokół bukmacherki.
Niby są ograniczenia, nie wszystkie strony są legalne, ale to jest wszędzie. Nie da się systemowo wykluczyć z grania, szczególnie stacjonarnego, w punktach. W Danii można dostać “bana” na ich odpowiednik PESEL W Polsce tego nie ma. Możesz się zablokować u wszystkich bukmacherów, ale za miesiąc wyskoczy nowy.
Jak uzależnienie wpłynęło na twoje życie?
Pod wpływem permanentnego stresu oberwały wszystkie moje organy. Uzależnienie doprowadziło mnie do głębokiej depresji oraz aktów autoagresji. Gdybym się nie doprowadził do takiego stanu, dzisiaj byłbym w innym miejscu.
Moja partnerka wie, że jestem uzależniony, mam długi, byłem w ośrodku. Nie zna wszystkich kwot, nie opowiadałem wszystkich historii. Ale gdyby mnie zapytała, powiedziałbym.
„ZRUJNOWAŁEM RELACJE RODZINNE”
Są znajomości, które już się nie odbudują, bo ludzie pożyczali mi pieniądze w dobrej wierze, a ja grałem dalej. Nie ze wszystkimi byłem w stanie o tym porozmawiać. Mimo terapii dalej się nie nauczyłem, jak stanąć w prawdzie. Zamiast tego chowam głowę w piasek i do wielu osób się nie odzywam, bo nie wiem, co powiedzieć, kiedy nie mam im jak oddać pieniędzy.
Relacje rodzinne również zrujnowałem. Dziwię się, że matka dalej mnie akceptuje. Zawsze żyła skromnie, żeby pożyć na emeryturze, a ja przegrałem wszystkie jej oszczędności i wpędziłem w długi. Tego mi najbardziej szkoda: że zepsułem życie innym.
Dążenie do posiadania pieniędzy doprowadziło mnie do ruiny. Żałuję, że w odpowiednim momencie nie słuchałem mądrzejszych ludzi, którzy mogli sugerować, że mam problem i przegrywam za dużo. Żałuję, że szybciej nie poszedłem na terapię. Może kilkanaście lat wcześniej można to było wyplenić w zarodku.
Gdybyś czytał wywiad z osobą uzależnioną, co byś chciał w nim usłyszeć?
Chciałbym zobaczyć, że może być gorzej. Że ktoś miał gorzej i ja nie muszę tego przeżyć, żeby się o tym przekonać. Czyjeś przeżycia mogłyby być lampką ostrzegawczą.
Może gdybym dopiero zaczynał “przygodę” z uzależnieniem i zobaczył, do czego to prowadzi, albo znalazł konkretny punkt odniesienia, to bym przestał.
Boisz się czegoś?
Z jednej strony boję się każdego dnia, bo nie wiem, za co go przeżyć, a z drugiej nie boję się niczego, bo najgorsze momenty mam za sobą. Mogę się bać tego, że kiedyś postanowię jednak znów zagrać, ale nie mam takiej myśli.
Chcę odzyskać kontrolę nad życiem.
Nie masz jej?
Nawet nie jestem blisko. Chciałbym, żeby było normalnie.
Póki żyję, jest szansa, że będzie dobrze. Jest lepiej, niż było 2 lata temu. Idę do przodu małymi krokami. Myślę, że klucz do sukcesu to zrozumieć, że to, co było, już się stało. Staraj się, żeby przyszłość była jakaś, bo przeszłości już nie zmienisz.
Wywiad powstał w ramach programu stypendialnego organizowanego przez Fundację Inspiratornia. Imiona osób występujących w tekście zostały zmienione.
Jeśli przeżywasz trudny moment, masz kryzys psychiczny lub czujesz, że potrzebujesz natychmiastowego wsparcia, skorzystaj z bezpłatnych i anonimowych telefonów zaufania.
Ważne numery i formy wsparcia
- 112: Ogólny numer alarmowy w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia
- 801 889 880: Ogólnopolski telefon zaufania dla osób cierpiących z powodu uzależnień behawioralnych, czynny codziennie od 17 do 22
- 800 70 2222: Całodobowy i bezpłatny numer Centrum Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym (dostępny także czat online)
- 116 123: Bezpłatny telefon zaufania dla dorosłych w kryzysie emocjonalnym
- 116 111: Całodobowy, bezpłatny telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (można też pisać na Czat 116111)
Gdzie szukać pomocy lokalnie w Gdańsku
-
Centrum Bezpieczeństwa Ekonomicznego i Wsparcia Osób Zadłużonych: Al. Grunwaldzka 8, Gdańsk-Wrzeszcz, tel. 728 590 288
Urszula Adahs








