Rosyjski dron znaleziony w Bałtyku na wysokości Rusinowa w województwie zachodniopomorskim przyleciał z Białorusi – uważa emerytowany pilot major rezerwy Michał Fiszer. W opinii eksperta potwierdzają to źródła litewskie oraz włoskie siły powietrzne, które stacjonują w litewskim Siauliai w ramach misji NATO Baltic Air Policing.
Fragmenty znalezionego w tym tygodniu rosyjskiego drona zdetonowano na plaży w Rusinowie. Informację potwierdziła Żandarmeria Wojskowa. Jak informują media, do eksplozji doszło we wtorek wieczorem.
DRON TO ELEMENT ZORGANIZOWANEJ AKCJI
Zdaniem Michała Fiszera, emerytowanego pilota, dron Gerbera, który zabezpieczyły polskie służby, był częścią rosyjsko-białoruskiej akcji. W ramach jej zwalczania włoskie myśliwce zestrzeliły taki sam obiekt nad Litwą dzień później. Poprzedniego nie zdążyły, bo wleciał w przestrzeń powietrzną Obwodu Królewieckiego.

– Następnej nocy poszło lepiej, samoloty były w powietrzu i kiedy z Białorusi w kierunku Obwodu czmychnął kolejny dron, to został on już przez Włochów zestrzelony – wyjaśnia.
Jak powiedział wczoraj minister ON, trasa owego drona wyglądała w przybliżeniu tak.
Tę wersję potwierdza Litwa oraz natowski włoski kontyngent lotniczy.
Charakterystyczny kształt jest łatwo rozpoznawalny, to ewidentnie Gerbera. Z Ukrainy by nie doleciała. A Polacy takich dronów nie robią, mamy własny odpowiednik Gerania, dron PLargonia (tak właśnie pisany) ale nie Gerbery. Jest inny, a Gerbera ma bardzo charakterystyczny kształt, znamy go sprzed roku, znaleźliśmy takich na polach około 20. W dodatku typowy dla zakładów Ałabuga numer seryjny Gerbery, zaczynający się od podwójnego „ЫЫ”. Ponadto, jak się okazuje, nasze systemy radarowe obserwowały drona. Nie przyleciał z Kopenhagi, lecz od strony Obwodu Królewieckiego. Ale jak się, okazuje, nawet nie wystartował z obwodu, a z Białorusi. W nocy Litwini meldowali przelot drona nad swoim terytorium, wystartował nawet włoski Eurofighter, ale nie zdążył, wleciał do Obwodu Królewieckiego. Następnej nocy poszło lepiej, samoloty były w powietrzu i kiedy z Białorusi w kierunku Obwodu czmychnął kolejny dron, to został on już przez Włochów zestrzelony. W Bazie Lotniczej w Szawlach (Šiauliai) w ramach sojuszniczej misji NATO Baltic Air Policing stacjonuje pododdział wydzielono z 36. Skrzydła Myśliwskiego (36° Stormo) z bazy Gioia del Colle, SP Włoch na Eurofighterach.
Rosyjski damage control
Dość szybko ktoś wpadł na świetny pomysł. Stara zasada brzmi: stało się, nie zaprzeczaj, to na nic. Pokażą zdjęcia, dowody, relacje świadków, oświadczenie MO Litwy, no całą masę dowodów. Dlatego do istniejących dowodów należy podrzucić sfałszowane. Żeby zasiać wątpliwości: zaraz, to co jest prawdą? Tu jest taka wersja, a tu inna, komu wierzyć? A może to jakaś ściema?
Czyli wystarczy złapać zdjęcie prawdziwej Gerbery na polskiej plaży, przerobić je i wpuścić do sieci. Wiadomo, że na Wicku trwają próby polskich dronów wojskowych. Dlatego robimy tak: zamiast „YY” robimy polskie „SP”. SP to oznaczenie kodowe polskich statków powietrznych, choć nie wojskowych ale cywilnych. Ale co tam, kto na to zwróci uwagę? To „SP” można zobaczyć namalowane na samolotach, szybowcach, śmigłowcach… Tylko nie na dronach. Choćby nie wiem jaki był wielki i ciężki, w Państwowym Rejestrze Statków Powietrznych drony w ogóle nie występują, bo w Polsce nie nadaje im się rejestracji „SP-”. Rejestruje się właściciela czy operatora, który otrzymuje numer zaczynający się na „POL”, a jego drony identyfikuje się po ich numerze fabrycznym. A zatem dron z literami „SP-” to pełna ściema, nic takiego nie ma. A już szczególnie wojskowe statki powietrzne nie noszą cywilnej rejestracji. I jeszcze charakterystyczne dla rosyjskich dronów najnowszej odmiany „5+0” przerobiono na „540”, żeby nic nie zdradzało rosyjskiego pochodzenia.
Przerobione zdjęcie zostało wpuszczone do sieci metodą „flooding”, internet zalały posty z tym fejkiem. Wyglądał podobnie do oryginału, więc wiele polskich redakcji dało się na to nabrać. I niektóre mainstreamowe media, w pośpiechu zamiast oryginału, zapuściły fejkową przeróbkę.
A Rosjanie, jak to zobaczyli, to aż zatarli ręce z radości. Bingo! Mamy to! Teraz wystarczyło zrobić zestawienie: proszę, tak wygląda zdjęcie z tej telewizji, a tak z tej. Widzicie różnice? Co tu jest grane? Dlaczego nie potrafią przedstawić jednej wersji? I natychmiast poleciał przekaz: nawet prowokacji nie potrafią zorganizować! Oba zdjęcia to fejk, nic takiego nie miało miejsca! Polskie sieci społecznościowe zalały te narracje, a internauci w swojej mniej rozgarniętej części, łykali to jak bocian żabę: wykryliśmy spisek! Ale ja jestem bystry, chcieli mnie przechytrzyć, mnie! Gamonie…
Na szczęście dość szybko zareagował MON, a zaraz potem KPRM. Obie instytucje przygotowały własne, inne nieco wpisy (nie kopiowali wzajemnie od siebie), ale o tym samym: proszę, to jest oryginał, a to fejk!
Oczywiście wszystko popsuł pewien generał na emeryturze. Jest on znany z bardzo radykalnych poglądów skręcających mocno na wschód. Generał jest prawdziwy, ale niestety emerytura mu nie służy, zapewne się źle odżywia. I opublikował post: to kłamstwo, to nowy polski dron! Był testowany! Zobaczył literki „SP-” i tak jakoś mu się skojarzyło, tyle że nie sprawdził, że u nas dronom się tych rejestracji nie nadaje. I narobił więcej szkód, niż GRU, bo zaraz internauci zaczęli pisać: nawet emerytowany generał ich demaskuje, a przecież on wie!
Znam go osobiście, był w porządku. Nie poznaję go. Szkoda…Podobnie jak niegdyś bardzo znanego pilota rajdowego, osiągające wysokie medalowe miejsca w lotniczych rajdowych mistrzostwach świata, latał na Wildze https://t.co/LLcxjx4Jv8. Pan Włodzimierz był w porządku. Kiedyś, jak mieli zgrupowanie kadry Polski, chyba w Piotrkowie ale mogę się mylić, odwiedziłem swojego instruktora samolotowego Rysia. Wspaniały człowiek, a była tam cała ekipa, w tym https://t.co/LLcxjx4Jv8. kilku panów na „W”, poza rzeczonym Włodkiem, także inni mistrzowie, Witold (zginął niedługo później) i Wacław. Towarzystwo miało wesoły wieczór, następnego dnia nie latali więc polał się słowiański napój ludowy, czysty jak łza matki i mocny jak władza ludowa. Było sporo śpiewów. W końcu, skończył się repertuar, nie wiedzieliśmy co śpiewać, ale ktoś zdjął instrukcję przeciwpożarową, i odśpiewaliśmy ją punkt po punkcie.
A dziś… Nieważne, napijmy się.Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. https://t.co/pPHnCSlfpS
— Michał Fiszer (@MichaFiszer) September 15, 2026
Z wyliczeń eksperta wynika, że rosyjski dron, znaleziony na plaży niedaleko polskiego Centralnego Poligonu Sił Powietrznych w Ustce, przeleciał około pół tysiąca kilometrów. Przy okazji rosyjskie służby miały zdaniem majora Fiszera wykorzystać sytuację i kolportować w sieci przerobione zdjęcie drona na zachodniopomorskiej plaży z rzekomo polskimi numerami fabrycznymi w ramach akcji dezinformacyjnej oraz sugerującej, że to Wojsko Polskie „zgubiło” własnego drona. Nie ma żadnych wątpliwości, że bezzałogowiec znaleziony w pobliżu Rusinowa to rosyjska Gerbera.
– Przerobione zdjęcie zostało wpuszczone do sieci metodą „flooding”, internet zalały posty z tym fejkiem. Wyglądał podobnie do oryginału – wskazał major Fiszer.

Bezzałogowy statek powietrzny znaleziony w poniedziałek na plaży w Rusinowie koło Jarosławca został przebadany – służby wyeliminowały jakiekolwiek zagrożenie chemiczne, radiologiczne i biologiczne.
Przemysław Woś/IAR/ua








