Gmina Kępice będzie wnioskować o wprowadzenie stanu klęski żywiołowej w reakcji na straty spowodowane odwilżą. Spływająca z pól woda zniszczyła na niespotykaną dotąd skalę infrastrukturę drogową oraz budynki komunalne.
– Bez wsparcia finansowego z budżetu państwa nie będziemy w stanie usunąć skutków katastrofy, która dotknęła nasz samorząd – mówi Maciej Chaberski, wiceburmistrz Kępic. – 24 lutego powołano komisję ds. szacowania strat w związku ze zdarzeniami noszącymi znamiona klęski żywiołowej. Najbardziej ucierpiały drogi, które zostały podmyte, komunalne boiska oraz budynki użyteczności publicznej.

PONAD TRZY MILIONY STRAT
Straty dotyczą nie tylko mienia komunalnego, lecz także majątków mieszkańców gminy. Według wstępnych szacunków mogą sięgnąć kilku milionów złotych.
– Skala zniszczeń byłaby jeszcze większa, gdyby nie pomoc strażaków – zaznacza Krzysztof Senger ze spółdzielni socjalnej Razem.
– Pięć lat temu gospodarstwo, na którym się znajdujemy, zostało zalane tak, że można było pływać łódką. Teraz też tak by było, gdyby nie strażacy, którzy rozstawili specjalistyczne zapory przeciwpowodziowe i skierowali strumień wody w las – dodaje mieszkaniec Kępic.
W akcji przeciwpowodziowej brało udział kilkanaście jednostek Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej z powiatu słupskiego, wspierali ich również wolontariusze, dowożąc piach do worków, którymi odgradzano domy od wody spływającej z pól.

– Posiadłości w depresji były zalewane potężną ilością wody z topniejącego śniegu. Pomimo naszych starań zalane zostały piwnice i całe gospodarstwa – relacjonuje Józef Olszewski.
Wdzięczności wobec strażaków i wolontariuszy nie kryje również Janusz Teler, którego gospodarstwo i zakład produkcyjny również udało się uratować.
– To było straszne, szum napierającej wody i ciemność dookoła. To traumatyczne przeżycie, tym bardziej że trzy lata temu zalało mi cały zakład produkcyjny. Na szczęście dzięki strażakom z kilku remiz udało się rozstawić zapory i przekierować strumień wody do lasu – wspomina właściciel gospodarstwa.

APEL DO MIESZKAŃCÓW
Woda nadal spływa z pól, dlatego władze gminy apelują do mieszkańców o ostrożność oraz dbanie o przepustowość rowów melioracyjnych.
– Skala szkód byłaby mniejsza, gdyby mieszkańcy i rolnicy dbali o przepustowość rowów. Wydaliśmy komunikaty i zarządzenie, aby pilnować ich drożności – podkreśla wiceburmistrz Kępic.
ZARZĄD POWIATU SŁUPSKIEGO LICZY STRATY
Powiat Słupski również powołał komisję w celu szacowania szkód spowodowanych przez katastrofy naturalne. Według Pawła Lisowskiego, słupskiego starosty, zima i roztopy spowodowały rekordowe straty, których naprawę trudno będzie pokryć.
– Zadaniem komisji jest sporządzenie protokołu strat oraz określenie kosztów potrzebnych do usunięcia zniszczeń. To podstawa do ubiegania się o pomoc rządową. Chodzi głównie o zniszczone drogi. Według wstępnych analiz ponad połowa z 700-kilometrowej sieci wymaga remontu – tłumaczy starosta.
Zdaniem wójtów i burmistrzów z powiatu słupskiego wsparcie rządu pomoże załatać nie tylko drogi, ale też nadwyrężone zimą budżety.

– Obecnie borykamy się z kolejnym problemem: roztopami i zalewaniem dróg oraz posesji. Powoli zaczyna nam brakować środków w budżecie. Możemy nazwać to klęską – przyznaje Anna Gliniecka-Woś, burmistrz Kobylnicy.
Podobnego zdania jest Arkadiusz Walach, wójt gminy Smołdzino, który wydał rekordową sumę na walkę z zimą i nie stać go na wyremontowanie wszystkich dróg.
– Takiej sytuacji nie mieliśmy od lat. Powiat słupski miał przygotowane 1,5 mln zł na odśnieżanie dróg, a wydał prawie cztery. Moja gmina Smołdzino wydała dziesięciokrotność tego, co miała zabezpieczone. Konieczne jest wsparcie rządu – podkreśla wójt.
Wniosek o uznanie stanu klęski żywiołowej ma trafić do Wojewody Pomorskiego w ciągu najbliższych tygodni.
Łukasz Kosik/puch








