Zginęły cztery osoby, a straty w infrastrukturze sięgnęły 200 milionów złotych – 25 lat temu w Gdańsku zaczęła się ulewa, która w nocy z 9 na 10 lipca doprowadziła do tragicznej w skutkach powodzi.
W ciągu kilku godzin spadło 127,7 mm deszczu na metr kwadratowy. Opady dwukrotnie przekroczyły wyniki, jakie notuje się zazwyczaj przez cały lipiec. Z Kanału Raduni, niemeliorowanego od lat, woda wylewała się na pobliskie dzielnice. Powódź dotknęła przede wszystkim Orunię i Św. Wojciecha, ale także Wrzeszcz czy Olszynkę.

Setki budynków zostało uszkodzonych, a tysiące piwnic zalanych. Całkowitemu zniszczeniu uległo 650 mieszkań. Największy problem dotyczył domów oraz lokali położonych na parterze czy w sutenerach kamienic. Część mieszkańców trzeba było ewakuować – miejsca noclegowe przygotowano w szkołach, koszarach i noclegowni. Około 5 tysięcy osób otrzymało „kartę powodzianina” uprawniającą do otrzymania pomocy socjalnej.

Zginęło czterech mężczyzn. Trzech z nich dostało zawału serca. Czwarta osoba utonęła w samochodzie na skrzyżowaniu Grunwaldzkiej ze Słowackiego.
Woda zalała dworzec i tory kolejowe, przez co przestały kursować pociągi. Pasażerowie nie mogli również wysiąść z tramwajów, a samochody dryfowały na wodzie.

Z żywiołem w Gdańsku walczyło ponad tysiąc żołnierzy, strażaków wspieranych m.in. przez policjantów, strażników miejskich i pograniczników.
Obecnie Gdańsk podejmuje działania, mające zapobiec podobnym tragediom. Czytaj: Tyle kosztowały inwestycje przeciwpowodziowe w Gdańsku
ua








