Samorządowcy z Łeby jeszcze niedawno cieszyli się, że w ich miejscowości powstaje zaplecze serwisowe pod morskie farmy wiatrowe, w ślad za którymi poszły inwestycje w infrastrukturę portową. 14-miliardowa inwestycja Baltic Power to także dodatkowe miejsca pracy i podatki, które zasilą miejski budżet, jednak na kilka miesięcy przed uruchomieniem pierwszej farmy pojawiły się obawy o to, że widoczne z plaży wiatraki wpłyną na lokalną turystykę.
– Byłoby lepiej, gdyby wiatraki były niewidoczne. Przez wiele lat, kiedy toczyły się dyskusje o ich budowę, powstawały zapewnienia, że wiatraków nie będzie widać. Nikt nas nie informował, że w międzyczasie zwiększyła się moc instalacji i jej wysokość – zaznacza Agnieszka Derba, burmistrz Łeby.
Zdaniem mieszkańców kurortu, którzy są przywiązani do innego krajobrazu, spacerujący po plaży turyści mogą mieć mieszane odczucia, widząc na horyzoncie ogromne maszty. Istnieją obawy, że turyści będą omijać Łebę szerokim łukiem.
– Wielu turystów odwiedza nasze miasto ze względu na wyjątkowy krajobraz, szerokie plaże i piękne widoki, które teraz zakłócają 200-metrowe wiatraki. Na pewno część turystów wybierze inny, bardziej przyjazny dla oka krajobraz – wyjaśnia właścicielka pensjonatu.

TRANSFORMACJA ENERGETYCZNA
Zaawansowanie inwestycji Baltic Power to nie jedyne obawy samorządowców z Pomorza Środkowego, którzy z niepokojem obserwują także gigantyczną wycinkę drzew pod strategiczne inwestycje energetyczne. Szacuje się, że pod budowę nowych linii przesyłowych 400 kV oraz elektrownię jądrową wyciętych zostanie kilkaset hektarów lasów. Energia z morskich farm wiatrowych na Bałtyku będzie wyprowadzana na ląd w gminie Choczewo i rozprowadzana w głąb kraju nowymi korytarzami energetycznymi, dlatego jest to konieczne.
– Polska obecnie przechodzi transformację energetyczną, która jest niezbędna dla zapewnienia większej niezależności naszej gospodarce. Dzięki silniejszym i bardziej stabilnym wiatrom na morzu, instalacje offshore osiągają znacznie wyższą wydajność niż wiatraki lądowe, stając się kluczowym elementem w odchodzeniu od węgla i zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego – wskazuje Sławomir Staszak, członek zarządu Orlen ds. Energy.
MAGNES NA TURYSTÓW
Obaw samorządowców nie podziela Maciej Stryjecki, prezes Baltic Power, który zapewnia, że inwestycja nie tylko nie odstraszy turystów, ale zapoczątkuje nowy trend.
– To jest powód do dumy. Łeba jest jedynym miejscem w Polsce, gdzie wiatraki przy dobrej pogodzie można zobaczyć na horyzoncie. Kurort może wykorzystać to do swojej promocji, a lokalni armatorzy do wycieczek. Tak dzieje się w Szwecji, gdzie są organizowane specjalne rejsy – podkreśla Stryjecki.
Dwustumetrowe wiatraki znajdują się 23 kilometrów od Łeby i Choczewa. Zdaniem Krzysztofa Bukowskiego, kierownika ds. komunikacji Baltic Power, instalacja nie zawsze będzie widoczna z brzegu.
– W sezonie letnim, gdzie przejrzystość powietrza jest dobra, turbiny będzie widać, natomiast w pozostałej części roku praktycznie będą one niewidoczne. W ciągu ostatniego tygodnia tylko dwa razy można było je obserwować z brzegu – zaznacza Bukowski.

„POWÓD DO DUMY”
Różne opinie na temat widocznych wiatraków mają nie tylko przedstawiciele koncernów energetycznych i samorządowcy, ale i turyści. – Nie będziemy patrzeć na wiatraki cały czas. Uważam, że to powód do dumy, bo to ekologiczny projekt i nie wygląda najgorzej. To nie jest pierwsza linia brzegowa. Skorzysta na tym cała Polska – wyjaśnia Piotr Wasilak, turysta z Warszawy.
Z kolei pani Krystyna Bujak, która od dwunastu lat przyjeżdża do Łeby na wakacje, ma mieszane odczucia. – Wydaje mi się, że wiatraki trochę przeszkadzają. Widok zaburza to, do czego się przyzwyczaiłam – komentuje.
Wzdłuż polskiego wybrzeża na Bałtyku powstanie łącznie 19 morskich farm wiatrowych. Inwestycje mają potrwać do końca 2040 roku.
Posłuchaj:
Łukasz Kosik/mk








