11 listopada 1918 roku – tego dnia Polska odzyskała niepodległość po ponad 120 latach. Ale zanim Piłsudski przyjechał do Warszawy, w Krakowie wydarzyło się już prawie wszystko. Co dokładnie?
Gościem Wojciecha Sulecińskiego w audycji Co za Historia był prof. Andrzej Chwalba z Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor książki „1919. Pierwszy rok wolności”
– Kraków już praktycznie od 10-11 dni cieszył się z odzyskanej wolności, bo w nocy z 30 na 31 października pierwsze oddziały austriackie w Krakowie i w Tarnowie zostały rozbrojone. Wojsko austriackie marzyło o tym, żeby jak najszybciej wrócić do domu. W Krakowie powstała Polska Komisja Likwidacyjna, która miała usuwać pozostałości po zaborach. Likwidacja była jednak bardzo ograniczona, bo szybko zrozumiano, że administracja austriacka nie może być szybko zastąpiona, a waluta, która była w obiegu, też musiała być zachowana. To dla dobra mieszkańców i powstającej republiki polskiej. Uczelnie Krakowa wysłały telegram do Rady Regencyjnej – organu w Warszawie, który oświadczył, że jest częścią Polski i tworzy niepodległą rzeczywistość – mówił gość Radia Gdańsk.
– Wśród żołnierzy polskich, którzy byli we Lwowie i Krakowie, nie ma starych wiarusów austriackich. Po przyjeździe z frontu włoskiego oni najczęściej wracali do domów. Być może jeden na tysiąc był zainteresowany dalszą służbą wojskową. Ci, którzy pojawili się wśród obrońców Lwowa, to byli ochotnicy – dawni strzelcy, legioniści. To było też trochę inne pokolenie – młodzi ludzie, którzy w roku 1914 mieli po 12, 13, 14 lat. Młodzież akademicka, gimnazjalna, rzemieślnicza i robotnicza, ale zabrakło wiarusów, na których bardzo liczono – dodał.







