Dokerzy nie chcą rozładowywać rosyjskich statków. „Do Polski płyną produkty, na których jest krew”

(fot. Radio Gdańsk/Roman Jocher)

Rośnie niezadowolenie wśród dokerów. Coraz głośniej słychać ich głos sprzeciwu wobec obsługiwania rosyjskich statków. – Wiemy, że prowadząc jakikolwiek handel z Rosją czy sąsiadami, którzy są ich sojusznikami, wspieramy pośrednio ten reżim, dodajemy paliwa Putinowi i jego wojnie w Ukrainie – mówił w programie „Głos Pracownika” Adam Tylski, wiceprzewodniczący Rady Krajowej Sekcji Portów Morskich NSZZ „Solidarność”.

– Narasta poczucie solidarności z narodem ukraińskim, narasta niezadowolenie z tego, że do Polski płyną produkty i surowce, na których jest krew. To wzmaga nasze niezadowolenie, a także nasz lęk przed jutrem. Wiemy, że prowadząc jakikolwiek handel z Rosją czy sąsiadami, którzy są ich sojusznikami, wspieramy ten reżim pośrednio, dodajemy paliwa Putinowi i jego wojnie w Ukrainie – tłumaczył gość Olgi Zielińskiej.

Prowadząca rozmowę dopytywała, czy dokerzy planują protest. – Rozmawialiśmy z wieloma przewodniczącymi organizacji zakładowych, nasze niezadowolenie narasta i coraz bardziej staramy się rozeznać sytuację pod kątem prawnym, bo to nie jest takie proste powiedzieć: „nie będziemy rozładowywać tych statków”.  Staramy się, żeby nasz głos był coraz bardziej słyszalny i coraz bardziej wyrazisty, stąd też nasze wystąpienie do premiera i ministra gospodarki, który, według doniesień medialnych, popiera nasze stanowisko – dodawał.

Jak mówił Adam Tylski, w polskich portach pracuje wielu Ukraińców, z którymi solidaryzują się polscy pracownicy. Wiceprzewodniczący związku tłumaczył także, że często należące do Rosjan statki nie pływają z rosyjską flagą na maszcie.

– Statki pod rosyjską banderą to nie jest jedyny problem. Mamy jeszcze ładunki i statki pływające pod tzw. „tanimi banderami”, są czarterowane, bądź mają zarząd gdzieś w Rosji albo w rajach podatkowych, gdzie kapitał tak naprawdę prowadzi do Rosji. Wielu naszych pracowników pojechało walczyć o wolność, o niepodległość i my dopilnujemy, żeby mieli, gdzie wrócić i oby wrócili do nas jak najszybciej – podkreślał Adam Tylski.

W audycji „Głosu Pracownika” rozmawialiśmy także o tym, jak 1,5 miliona uchodźców z Ukrainy może wpłynąć na polski rynek pracy.  Z kolei o  tym, w jakich branżach możemy odczuć poruszenie i czy łatwo będzie znaleźć pracę obcokrajowcom – opowiadała Agnieszka Śladkowska, twórca Gorilla Job, firmy wspierającej kandydatów na rynku pracy.

 

 

mm

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj