Nieudolność kierownictwa, brak nadzoru nad zasobem komunalnym i próby kontrolowania mieszkańców – to zarzuty, które stawiają Gdańskim Nieruchomościom działacze Prawa i Sprawiedliwości oraz miejscy aktywiści. Sytuację zaognił komunikat miejskiej instytucji. Chodzi o sprawę budynku przy ulicy Owsianej, który ostatnio palił się kilka razy. Miasto zwróciło się do policji, by wszczęła śledztwo, twierdząc, że to podpalenie. Zawiadomiono także prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Dotyczy ono „tła wydarzeń”, w tym „aktywności medialnej różnych osób”. Poseł PiS Kacper Płażyński, który był „Gościem Dnia Radia Gdańsk”, uważa, że to próby zastraszania części mieszkańców.
– Niektórzy gdańscy urzędnicy wysokiej rangi żyją w takiej bańce informacyjnej, że myślą, że im wszystko wolno, że mogą zastraszać ludzi. Na Owsianej w ciągu dwóch tygodni mieliśmy cztery pożary tej samej kamienicy, mimo że pani Dulkiewicz twierdziła, że ta jest zabezpieczona – stwierdził Kacper Płażyński.
– Jest dość głęboka zapaść Gdańskich Nieruchomości. Wynika ona z dwóch względów. Z jednej strony sama ta instytucja, jeśli chodzi o jej kierownictwo, jest niewydolna i nieudolna. Z drugiej strony, przykład idzie z góry. Nie bez powodu Jarosław Wałęsa nazwał Gdańsk „republiką deweloperów” – przypomniał. – Kiedy mówimy o nieruchomościach, których właścicielem jest Gdańsk, to często te nieruchomości, takie jak kamienica przy ulicy Owsianej, stanowią ość w gardle lobby deweloperskiego, które patrzy na te tereny bardzo łakomym okiem i przeszkadzają im te nieliczne perełki, które przetrwały II wojnę światową. Kiedyś Dolne Miasto było doskonale zachowaną dzielnicą Gdańska, a dziś wygląda jak po wojnie – ocenił poseł PiS.
– Gdybym chciał przypisać sobie zasługi Gdańskich Nieruchomości, moja kariera polityczna byłaby skończona. Tych zasług niestety jest jak na lekarstwo – stwierdził, nawiązując do pisma wydanego przez tę instytucję.
– Chcielibyśmy zacząć od przeprowadzenia poważnej inwentaryzacji w Gdańskich Nieruchomościach. W kwietniu 2019 roku byłem na spotkaniu z panią Dulkiewicz i rozmawiałem o patologiach tej instytucji. Inwentaryzacja to jest to, od czego trzeba zacząć. O tym wszyscy wiedzą. Usłyszałem wtedy, że jest przygotowywany przetarg na nowoczesny system informatyczny, który ma umożliwić inwentaryzację. Minęły trzy lata, taka inwentaryzacja się nie zaczęła – zauważył Gość Dnia. – Druga sprawa to jest kwestia kontaktu z klientem w Gdańskich Nieruchomościach, czyli nagrywanie rozmów z gdańszczanami, którzy dzwonią z problemami. Do tej pory często ludzie zgłaszali problemy, były one podobno odnotowywane, a gdy przychodziło do rozliczenia, instytucja się tego wypierała – wyliczał.
Kacper Płażyński mówił też o interwencji w Starogardzie Gdańskim, gdzie wprowadzono drastyczne i – zdaniem posła – niesprawiedliwe podwyżki stawek za wywóz śmieci. – Widać, że prezydent Stankowiak się przestraszył gniewu ludzi. Konferencja była potrzebna, zwróciliśmy w niej uwagę na bardzo dziwne zachowania władz w Starogardzie. W tym roku obciążyły one mieszkańców opłatą za śmieci, która wynosiła o 130 proc. więcej niż rok wcześniej. Gdyby ją utrzymać, wynosiłaby często dwa razy więcej niż płacą mieszkańcy Gdańska. To byłaby największa opłata śmieciowa na całym Pomorzu. Skąd takie zmiany? Wydawało mi się to nieoczywiste, bo byłaby to druga z rzędu bardzo duża podwyżka opłat w Starogardzie. Prezydent nie przeprowadził żadnych konsultacji społecznych. Już wczoraj zapowiedział, że dzisiaj będzie nadzwyczajna sesja rady miasta, na której będzie przyjęty nowy projekt uchwały, który wprowadza podwyżki, ale o 5 złotych – podkreślił.
– Małe gminy są często największym pracodawcą. Powoduje to, że mieszkańcy boją się zabierać głos i interesować się sprawami publicznymi w sposób zewnętrzny. Te samorządy często wiedzą, jaką mają siłę perswazji. W zakresie demokracji, w mniejszych samorządach jest często najgorzej. Bardzo często wygląda to jak jeden król, a reszta poddanych – ocenił.
– Nie byłem przekonany co do ustawy covidowej. Jako prawnik nie lubię uchwalać prawa, które byłoby trudne do wyegzekwowania. Miałem wrażenie, że tak mogłoby być w tym przypadku. W związku z tym wolałem się wstrzymać, zgodnie ze swoim sumieniem – stwierdził Kacper Płażyński.
ua/mrud







