W składzie bez zmian, a gra kompletnie inna. Lechia po katastrofalnym meczu przegrała z Koroną

(Fot. PAP/Jan Dzban)

Jedna wielka katastrofa. To był być może najsłabszy mecz Lechii za kadencji Tomasza Kaczmarka, na pewno najsłabszy w tym sezonie. Gdańszczanie nie zaproponowali niczego, czym mogliby zaskoczyć Koronę Kielce. Na dodatek sami zostali zaskoczeni po stałym fragmencie gry, czyli popisowym numerze każdego zespołu, który prowadzi Leszek Ojrzyński. Biało-zieloni przegrali 0:1.

Tomasz Kaczmarek zdecydował się na takie samo zestawienie, jakie wybrał w Łodzi na mecz z Widzewem. I to był błąd, bo z Koroną trzeba było jednak grać w piłkę, a tego Kristers Tobers w środku pola zapewnić nie mógł. Odbierać potrafi, ale podaje już tylko do najbliższego. Kolejny raz bardzo słabo wyglądał Christian Clemens. Ta dwójka na drugą połowę już nie wyszła, podobnie jak Rafał Pietrzak. Niewiele to zmieniło, bo Marco Terrazzino, Kacper Sezonienko i Jakub Kałuziński dali tylko chwilowy impuls. Nie przełożyło się to na konkrety, jedyną poważną szansę Lechia stworzyła w samej końcówce po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Strzał Michała Nalepy obronił Konrad Forenc.

MECZ NA WARUNKACH KORONY

Korona miała taki mecz, jakiego chciała. Brzydki, rwany, przerywany przy każdej możliwej okazji. Kielczanom to pasowało, bo od 23. minuty prowadzili. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego piłka odbiła się od jednego z biało-zielonych i zmierzała w stronę bramki, wyszedł do niej Michał Buchalik, ale szybszy był Bartosz Śpiączka. Napastnik uderzył, trafił w Buchalika, a piłka odbiła się od nóg Nalepy i wpadła do siatki. Kuriozalna, ale też bardzo pechowa bramka.

Lechię trzeba winić nie za postawę w defensywie, ale za grę w ataku. Gdańszczanie nie potrafili odpowiednio wyprowadzać piłki od własnej bramki, kończyło się na wymianach podań między stoperami i bramkarzem. Problemy były i na skrzydłach, i w środku. Ożywienie wprowadził Bassekou Diabate, bazujący na swojej nieprzewidywalności i chaosie, który wprowadza. Wypracował jeden zablokowany strzał. Kibice pogwizdywali, w końcu zaczęli po prostu gwizdać, bo oglądało się to katastrofalnie. Lechia zagrała bardzo źle i zasłużenie przegrała.

Lechia Gdańsk – Korona Kielce 0:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Michał Nalepa (23-samobójcza).

Żółta kartka – Lechia Gdańsk: Michał Nalepa, Mario Maloca. Korona Kielce: Dalibor Takac, Kyryło Petrow, Grzegorz Szymusik, Jacek Podgórski.

Widzów: 8 370.

Lechia Gdańsk: Michał Buchalik – David Stec (64. Filip Koperski), Michał Nalepa, Mario Maloca, Rafał Pietrzak (46. Marco Terrazzino) – Christian Clemens (46. Kacper Sezonienko), Kristers Tobers (46. Jakub Kałuziński), Maciej Gajos, Conrado – Łukasz Zwoliński, Flavio Paixao (69. Bassekou Diabate).

Korona Kielce: Konrad Forenc – Adrian Danek, Miłosz Trojak, Kyryło Petrow (46. Oskar Sewerzyński), Roberto Corral (35. Grzegorz Szymusik) – Jakub Łukowski (58. Jacek Kiełb), Mario Zebic, Marcin Szpakowski, Dalibor Takac (58. Jacek Podgórski), Adam Frączczak (84. Luka Zarandia) – Bartosz Śpiączka.

Tymoteusz Kobiela/PAP

Komentarze


Zwiększ tekstZmniejsz tekstCiemne tłoOdwrócenie kolorówResetuj