Znakomity finisz wytrzymana próba nerwów i wyrównanie rywalizacji. Energa Trefl Sopot pokonał Dziki Warszawa 81:78 w drugim meczu ćwierćfinału play-off i w serii toczonej do trzech zwycięstw jest remis 1:1. Kluczowy rzut na prowadzenie oddał Grant Sherfield, ale Sopocianie mogą być dumni przede wszystkim z odrobienia 11 punktów straty i bardzo dobrej końcówki.
W zespole gospodarzy zabrakło ponownie Mikołaja Witlińskiego oraz Raymonda Cowelsa, co mocno ograniczało manewry drużynie Trefla. Od stanu 3:10 dwie trójki gospodarzy, pierwsza po świetnej asyście Jakuba Schenka i rzucie Kaspera Suurorga, druga gdy na pozycji obwodowej znalazł się Mindaugas Kacinas. To właśnie kapitan wziął na siebie odrabianie strat, zaliczając fenomenalne otwarcie. W ciągu zaledwie 5 minut trzykrotnie obsłużył kolegów asystami, dokładając też trójkę. Z 7 punktowej przewagi Warszawian, błyskawicznie wynik wrócił do stanu bliskiego remisowi. Niepokojąca była za to skuteczność żółto-czarnych, którzy w kwarcie otwierającej rzucali za dwa na 20% . Nie mogli się wstrzelić w kosz Dylan Addae-Wusu i Paul Scruggs. A przecież warto było wykorzystać chociażby 5 zbiórek na atakowanej tablicy Szymona Zapały, po którego zejściu Trefl zmuszony był grać tzw. small ball, bez nominalnego centra. Zadanie było niełatwe, bo po drugiej stronie parkietu wykorzystać to chcieli Łukasz Frąckiewicz i Bennett Vander Plas.
CORAZ LEPIEJ
W drugiej kwarcie gospodarze odzyskali prowadzenie, świetnie w tym fragmencie prezentowali się Paul Scruggs i Kenny Goins, ale obniżył loty Jakub Schenk. Ta sinusoida – także prezentowana przez Dziki, gdzie obudził się Horton, przygasł natomiast Edge – powodowała, że wynik nadal oscylował wokół remisu. To nie było widowisko ataku, celnych trójek i porywającej skuteczności, a bardziej play-offowy mecz walki, z wieloma starciami fizycznymi i grą psychologiczną w tle. Na półmetku nieznacznie wygrywały Dziki 34:30 z najlepiej punktującym w drużynie Edge’m, zdobywcą 8 punktów.
W trzeciej kwarcie rozpędzone Dziki zaczęły od serii 2:8, na co bardzo szybko zareagował prośbą o czas Mikko Larkas. Sopocianie wydawali się bać brać na siebie odpowiedzialność za decyzje – ot choćby Mindaugas Kacinas, w dogodnej sytuacji z półdystansu, zamiast wyjść w górę, oddał na obwód, gdzie nie udało się zdobyć punktów. Chwilę później w bliźniaczej sytuacji nie zawahał się Bennett Vander Plas – małe rzeczy, powodujące, że to rywal wciąż prowadził i nakręcał się na budowanie przewag. Gospodarzy przy życiu postanowił utrzymać Jakub Schenk, jego trójka zmniejszyła przewagę do 4 punktów, goście zaś chwilę później popełnili błąd 5 sekund przy wyprowadzeniu, a po trójce Kacinasa Trefl wyszedł na prowadzenie 50:47.
WYTRZYMALI CZAS PRÓBY
Końcówka to gra nerwów. Faul ofensywny Kennego Goinsa, czarujący Landrius Horton, trafiający trójkę z niezwykle trudnej pozycji, to tylko kilka z wielu akcji, które powodowały, że wynik nadal był na styku. Ostatecznie Trefl niesiony energią hali 100-lecia, zniwelował niewielkie straty, a w samej końcówce przechwyt Sherfielda i punkty na czysty kosz, dały gospodarzom, którego nie oddali do końca spotkania. Gości próbował jeszcze ratować Landrius Horton, świetny tego dnia zdobywca 24 punktów w końcówce jednak nie był w stanie dać Dzikom wygranej.
Drugi mecz ćwirćfinałowy: Energa Trefl Sopot – Dziki Warszawa 81:78 (19:21, 11:13, 24:20, 27:24).
Stan rywalizacji play off (do trzech zwycięstw) 1-1. Trzeci i czwarty mecz we wtorek i czwartek w Warszawie.
Energa Trefl Sopot: Paul Scruggs 19, Kenneth Goins 14, Kasper Suurorg 12, Grant Sherfield 11, Mindaugas Kacinas 9, Szymon Zapała 6, Jakub Schenk 6, Dylan Addae-Wusu 4, Szymon Nowicki 0.
Dziki Warszawa: Landrius Horton 24, Darnell Edge 16, Grzegorz Kamiński 12, Łukasz Frąckiewicz 10, Rivaldo Soares 7, Bennett Vander Plas 6, Tahlik Chavez 3, Krzysztof Kempa 0, Ody Oguama 0.
pkat








