Przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku zakończył się w piątek proces apelacyjny Tomasza K., skazanego w pierwszej instancji na 26 lat więzienia za zabójstwo żony na Kaszubach. Prokuratura i rodzina domagają się dla niego dożywocia. Sąd odroczył ogłoszenie wyroku do 29 czerwca.
Tomasz K. odpowiada za zbrodnię z 10 stycznia 2024 r. Według aktu oskarżenia mężczyzna zamordował swoją żonę, a następnie upozorował jej śmierć w wypadku na przejeździe kolejowym w Mezowie na Kaszubach.
Podsądny w piątek był obecny na sali rozpraw. Oprócz niego pojawili się również oskarżyciele posiłkowi (bliscy ofiary). Obrońca oskarżonego, adwokat Marcin Lipski, wniósł o złagodzenie kary. Przekonywał m.in., że zbrodnia nie była zaplanowana, a Tomasz K. zabrał młotek jedynie po to, by zniszczyć auto żony.
Wnioski te kategorycznie odrzuciła prokurator Anna Grzech oraz pełnomocnik rodziny ofiary, adwokat Krzysztof Wiechowski. Oskarżyciele domagają się dla mężczyzny dożywotniego więzienia (prokuratura alternatywnie wniosła o 30 lat pozbawienia wolności).
„ZABÓJSTWO PRECYZYJNIE PRZYGOTOWANE”
Zdaniem śledczych zabójstwo było precyzyjnie przygotowane. Tomasz K. miał wcześniej sprawdzać rozkład jazdy pociągów, zasłonić kamerę monitoringu, a po zadaniu ofierze 11 ciosów młotkiem, schować jej ciało do bagażnika i porzucić samochód na torach kolejowych. Według prokuratury, powoływanie się przez oskarżonego na amnezję to jedynie nieudolna próba manipulacji, co potwierdzili biegli lekarze.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku odroczył ogłoszenie wyroku do 29 czerwca br.
W grudniu ub.r. Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał Tomasza K. za winnego zabójstwa, sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym oraz zniszczenia mienia i wymierzył mu łączną karę 26 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna w toku śledztwa i przed sądem pierwszej instancji przyznał się do zabójstwa, jednak – jak wskazywał sąd – umniejszał swoją winę. K. musi też zapłacić zadośćuczynienia dla najbliższych zamordowanej żony Jolanty K. – dla Danuty i Jerzego B. po 150 tys. zł oraz dla Beaty, Kacpra, Jacka i Marka B. po 100 tys. zł.
UPOZOROWANY WYPADEK NA PRZEJEŹDZIE
W toku śledztwa prokuratura ustaliła, że wypadek kolejowy w Mezowie na Kaszubach został upozorowany, aby zatrzeć ślady zabójstwa. 10 stycznia 2024 roku Tomasz K. przyjechał do salonu kosmetycznego swojej żony. Tam doszło do kłótni. Kiedy kobieta próbowała połączyć się z numerem alarmowym 112, mężczyzna zaatakował ją młotkiem i zadał 11 ciosów. Następnie umieścił zwłoki w bagażniku skody i pojechał na przejazd kolejowy w Mezowie. Tam posadził zmarłą na miejscu kierowcy i pozostawił auto na torach. Około godziny 20.30 w pojazd uderzył pociąg relacji Kartuzy – Gdańsk Wrzeszcz.
Motywem morderstwa był rozpad małżeństwa, z którym K. nie mógł się pogodzić.
PAP/puch








