ABBA nie chce być kojarzona z Potopem Szwedzkim, więc w Teatrze Telewizji jej nie zobaczymy. Czym jeszcze różni się telewizyjna wersja głośnego, nagradzanego spektaklu „Potop” z Teatru Wybrzeże od scenicznego oryginału? Dlaczego Kmicic cierpi na zespół stresu pourazowego, a Oleńce doradza Maria Konopnicka? O tym, w rozmowie z Agatą Olszewską, opowiadał Michał Siegoczyński – autor scenariusza i reżyser spektaklu.
Adaptacja tak obszernego dzieła na potrzeby telewizji wymusiła szereg kompromisów. Telewizyjna odsłona „Potopu” jest o blisko półtorej godziny krótsza od scenicznego oryginału. Poza brakiem szwedzkich przebojów, z ekranu zniknął m.in. wątek Jasnej Góry, a sama sztuka straciła bezpośredni kontakt z publicznością, która w gdańskim teatrze stawała się wręcz jednym z bohaterów budujących wspólnotę. Jak podkreśla reżyser, ekranizacja to zupełnie nowy gatunek, który wymagał od całej ekipy nie lada dyscypliny i gimnastyki technicznej.
– Wiadomo, że wersja telewizyjna rządzi się swoimi prawami. Czasem wycinałem konkretne sceny, ale tak dużo to było do wycięcia, że potem skracałem dialogi. To było też trudne dla aktorów, bo musieli następnego dnia zagrać spektakl w pełnej wersji. Żeby nie rezygnować z niektórych wątków, skracaliśmy piosenki i rozbiegówki muzyczne, przemiany z jednej sceny w drugą – opowiadał reżyser Michał Siegoczyński.
Rozmowa z reżyserem odbyła się 20 kwietnia, tuż po wyjątkowym, przedpremierowym pokazie telewizyjnej realizacji na Dużej Scenie Teatru Wybrzeże. Premiera „Potopu” w Teatrze Telewizji odbędzie się 4 maja. Natomiast w Teatrze Wybrzeże spektakl można oglądać od 24 do 26 kwietnia.
Posłuchaj rozmowy:
Agata Olszewska/oprac. Puch








