Wikęd Luzino ma za sobą sezon, który wielu określa mianem sensacyjnego. Jako beniaminek trzeciej ligi, zespół rzucił wyzwanie największym, kończąc rozgrywki na znakomitym drugim miejscu. Choć ostatecznie w walce o awans uznał wyższość hegemona – Zawiszy Bydgoszcz, w Luzinie nikt nie zamierza rozdzierać szat. Wręcz przeciwnie – apetyty rosną w miarę jedzenia.
Rozmawiamy z Filipem Sosnowskim, który skończył sezon jako czwarty strzelec ligi z dorobkiem 14 goli. To tylko o dwie bramki mniej od króla strzelców, Huberta Turskiego z Floty Świnoujście, którego dobre występy stały się przepustką do transferu do I-ligowej Pogoni Grodzisk Mazowiecki.
Filip Sosnowski na swój dorobek patrzy z większym spokojem i dystansem. Dobrze mu na Pomorzu, ma stabilną pracę poza piłką i jest ceniony w Wikędzie. W rozmowie z nami podkreślał, że na 90% zostanie w klubie z Luzina, by ponownie zaatakować II ligę. – To jest klub, w którym czuję się dobrze. Świetnie dogaduję się z zarządem i prezesem. Idziemy razem w jednym kierunku i chcę być tego częścią – przyznaje Sosnowski.
Pytany o specyfikę szatni w Luzinie, bez wahania używa określenia, które stało się już znakiem rozpoznawczym drużyny: – To jest przysłowiowa „banda świrów”. Tworzymy kolektyw, który widać na boisku, w autokarze i w każdej innej sytuacji. Jesteśmy zgraną paczką i nie boimy się nikogo.
Posłuchaj posezonowej rozmowy ze zwycięzcą regionalnego Pucharu Polski i strzelcem Hattricka w finale:
Paweł Kątnik








