– Zabijają drzewa – mówi mieszkaniec Starogardu Gdańskiego, który zwrócił uwagę na drastyczne przycinanie drzew przy ul. Zielonej. Kto dba o miejską zieleń i kto o tym zdecydował?
– Drzewami znajdującymi się na działkach zajmują się ich zarządcy. My zajmujemy się tylko drzewami rosnącymi przy miejskich drogach. Każdego roku przycinamy je, formując w kulkę. W ten sposób unikamy wystających gałęzi, które mogłyby stanowić zagrożenie dla pieszych i kierowców – mówi Wojciech Szambowski z Miejskiego Zakładu Komunikacji.
NIE KAŻDY GATUNEK
Jak informuje Karol Skonieczny z Nadleśnictwa Starogard, pielęgnację drzew należy prowadzić regularnie i od najmłodszych lat. Młode osobniki łatwiej się kształtuje. Jednak nie wszystkie gatunki się do tego nadają.
PRAWIE DO SAMEGO PNIA
Mieszkańców Starogardu szczególnie zbulwersowała pielęgnacja drzew przy ulicy Zielonej. W przyszkolnym miasteczku ruchu drogowego przycięto wszystkie rosnące na tym obszarze drzewa „do gołych pni”. Pierwsze podejrzenia padły na MZK, które miałoby to zrobić na prośbę szkoły. – W żadnym wypadku. Szkoła kontaktowała się z nami, prosząc o przycięcie drzew. Jednak zakres prac w naszej ocenie był zbyt duży i okaleczyłby drzewa – ucina Szambowski.
KTOŚ Z ZEWNĄTRZ
Okazuje się, że to nie miejskie spółki, a zewnętrzny wykonawca przyciął drzewa. O ocenę fachowości zabiegów poprosiliśmy leśników. – Nie mam pojęcia, kto dokonywał tej pielęgnacji, ale zrobiono ją niefachowo i ze szkodą dla drzew. Jeżeli ktoś decyduje się na takie kroki, to już lepiej wyciąć drzewo i zasadzić kilka nowych w innym miejscu – dodaje Skonieczny.
DO 30 PROCENT
Z informacji Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska wynika, że nadmierne usuwanie gałęzi prowadzi do znacznego osłabienia lub nawet obumarcia drzewa. Usunięcie powyżej 30 proc. korony drzewa powoduje istotny spadek jego kondycji. Obecnie zgodne z prawem jest usunięcie gałęzi o wymiarze nieprzekraczającym 30 proc. korony, która rozwinęła się w całym okresie rozwoju drzewa. Inaczej w krótkim czasie drzewo mogłoby zostać całkowicie pozbawione gałęzi.
Tomasz Gdaniec/pOr







